Strona główna » Blog eksperta » Ko wine & food pairing

Ko wine & food pairing


Do Kołobrzegu przestałem jeździć pod koniec lat 90-tych. Wtedy to było jednak inne miasto niż to, które znalazłem dwa lata temu. Kiedyś nieco nudne jak całe polskie wybrzeże tamtego okresu, a dziś… prawdziwa perła! Piękne hotele, zadbane aleje i parki, … Czytaj dalej

29,99 zł

Dostępność: Więcej niż 24 szt.

Dostępność: Więcej niż 24 szt.
349,00 zł

Dostępność: Więcej niż 24 szt.

Do Kołobrzegu przestałem jeździć pod koniec lat 90-tych. Wtedy to było jednak inne miasto niż to, które znalazłem dwa lata temu. Kiedyś nieco nudne jak całe polskie wybrzeże tamtego okresu, a dziś… prawdziwa perła! Piękne hotele, zadbane aleje i parki, świetna oferta gastronomiczna. Moim ulubionym jest hotel ProVita. Nie dość, że można tam odpocząć i zregenerować nadwerężone codziennym biegiem członki, to jeszcze do kompletu nakarmić ciało i duszę. I to w sposób absolutnie światowy. Duża w tym zasługa nie tylko właścicieli hotelu, ale równie wielka dyrekcji i załogi, stawiających sobie przed oczami najlepsze wzory. Inną inszością jest fakt, że naśladowców tej postawy widać w mieście coraz częściej i wyraźniej.

Tym razem przy okazji pobytu, miałem przyjemność wziąć udział w kolacji degustacyjnej, jakiej jeszcze nie miałem szansy zobaczyć. 20 uczestników, 6 rodzajów Rieslinga, 6 potraw z dwu czapkowej w przewodniku Gault & Millau restauracji hotelu, dwa maszty, 4 żagle i jedno morze. Rieslingi pochodziły z różnych regionów Niemiec, m.in. z Pfalz, Rheinhessen, Mosel oraz Nahe, i reprezentowały różne profile smaku i klasyfikacje. A my, wraz z gospodarzem i współprowadzącym wieczór Wojciechem Dubisem – dyrektorem gastronomii ProVity, a jednocześnie członkiem SSP, próbowaliśmy opisać ich charaktery i dobrać do odpowiednich wiktuałów. Spośród nich najbardziej zapadły mi w pamięci serowy marcepan, tatar ze śledzia oraz ciastko z koziego sera i żurawiny. Zresztą, wszystkie dania były palce lizać, a nasi główni bohaterowie pięknie je podkreślali lub uzupełniali. I to wszystko na pełnym morzu! Całe szczęście, że skąpanym w wieczornym słońcu i przyjemnie, leciutko falującym. Muszę się zresztą przyznać, że na temat związku naszej obecności i lokalnej pogody, zaczynają w mieście krążyć legendy. Nawet w lutym chodzimy z żoną po plaży rozgrzanej promieniami.

I chyba nie ma co się dziwić, że już odliczam dni do następnego wyjazdy do Kolbergu… Notabene: miasta rodzinnego Piotra Pietrasa! A na razie, na kolejną porcję niemieckiego wina trzeba poczekać do 29-go czerwca, kiedy to jak co roku, tłumnie zawitają do Warszawy.

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *