Strona główna » Blog eksperta » Allo allo Bordeaux!

Allo allo Bordeaux!


Jeszcze nie ucichł gwar kampanii en-prmeur, a my, czyli grupa Stowarzyszenia Sommelierów Polskich, ruszyliśmy do obowiązkowego punktu na mapie podróży każdego sommeliera, czyli regionu Bordeaux. Dla części z nas była to pierwsza wizyta w winiarskim epicentrum świata, a dla niektórych – powrót na „stare śmieci”. Czytaj dalej

Każdy dzień przeznaczyliśmy na inną część regionu Bordeaux. Zaczęliśmy od cru classe Graves, spędzając arcyciekawe chwile w Chateau Latour-Martillac i Chateau Smith Haut-Lafite. Zwłaszcza wizyta w tym pierwszym była dla mnie gratką nie lada. Toż te właśnie wina były dla mnie pierwszymi z tej apelacji, jakie miałem okazję 20 lat temu próbować i rekomendować gościom restauracji, w której wówczas pracowałem. Ucieszyła mnie także okazja spotkania z właścicielką drugiego chateau. Ta niegdyś narciarka alpejska, nasz kraj wspomina ze szczególnym sentymentem, jako że zawody w Zakopanem były jedynymi z cyklu pucharowego, jakie wygrała w swojej zawodniczej karierze. W jednym i drugim miejscu, choć różniące sie niuansami, wina wypadły nader znakomicie. Co wcale nie dziwi, znając klasę i historie obydwu posiadłości. Zachęcam także do zajrzenia na stronę internetową drugiego wymienionego, koniecznie z włączonym dźwiękiem. Niespodzianka gwarantowana!

W kolejne dni przyszedł czas na wizyty w Pomerol, Saint-Emilion, Margaux, jednak clou programu była kolacja z niedawno goszczącym w Warszawie właścicielem Chateau Ducru-Beaucaillou, panem Bruno Borie. Zachwycony wizytą w naszym kraju, gorąco zapraszał nas w swoje progi. A każda wizyta w jego zamku to wydarzenie niezwykłe, choć zazwyczaj zawsze zbyt krótkie. Tym razem spędziliśmy tam szmat czasu, poznaliśmy posiadłość od kuchni i od jadalni. Dosłownie i w przenośni! Niekończące się rozmowy przy dwugodzinnym aperitifie zorganizowanym w kuchni, gdzie mogliśmy zajrzeć przez ramię kucharzom pichcącym kolację, której nie powstydziłaby się niejedna gwiazdkowa restauracja. To był piękny dzień. Chyba najpiękniejszy w tym roku spędzony w regionie Bordeaux

A konkurencje miał spora, jako że dwa tygodnie później znów zawitałem w tamtejszych progach, by wziąć udział w najważniejszym wydarzeniu roku, czyli słynnych targach Vinexpo, organizowanych co dwa lata. To wręcz obowiązkowy punkt programu każdego branżowca – choćby na dzień, choćby na dwa. Mi los znów sprzyjał, każąc mi trwac tam calutki tydzień.

Targi targami – spotkania, degustacje, negocjacje. Wieczory zaś jak zwykle należały do tutejszych winiarzy. Na pierwszy ogień – wspaniała kolacja w Chateau La Garde. Niekończący się szampan Thienot, którego właściciel jest także jednym z kluczowych negocjantów bordoskich – Dourthe. Czas biegł szybko, za szybko, i nim się spostrzegliśmy, nadeszła północ, w ręku trzymałem kieliszek „Cuvee Stanislas” 2006, wspaniałego rocznikowego szampana, popijając nim rozmowę ze… Stanisławem i jego siostrą. Taka oto historia… Na drugi ogień, znaczy się wieczór, przypadła wizyta w Chateau d’Issan w Margaux. To przepiękne Grand Cru Classe jest jednym z moich ulubionych, a jej wina są bardziej niż warte swoich cen i ocen. A że tydzień jest długi, kolejne dni mijały w „La Tupina”, czyli najlepszym bistro świata, w „La Terrasse Rouge” naprzeciwko monumentalnego Chateu Cheval-Blanc, w „Brasserie Bordelaise”, itd. itp…

Zapamiętajcie wszystkie powyższe nazwy, i jeżeli kiedykolwiek zdecydujecie się pojechać do Bordeaux, koniecznie z nich skorzystajcie. Mi pierwsza podróż przypadła w udziale dopiero dekadę temu, a wtedy byłem jeszcze zagorzałym italianofilem. Od tamtego czasu, pamiętając wcześniejsze wojaże do Burgundii, Alzacji i innych najważniejszych regionów Francji i świata, już tak zadeklarowanym monotematyczne amatorem winiarskiej mapy nie jestem…

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *