Strona główna » Blog eksperta » "Bezdroża"

"Bezdroża"


Uwielbiam wino i większość zjawisk z nim związanych. Tak w codziennym życiu, jak i szeroko pojętej sztuce. Jednak przygnieciony recenzjami i relacjami znajomych moich winolubów, długo broniłem się przed obejrzeniem tego dzieła, pielęgnując w głowie przekonanie, że tak naprawdę ten film jest baaardzo długą reklamą kalifornijskiego winiarstwa , a w szczególności produkowanego tam Pinot Noir, którego do tej pory fanem nie zostałem. Być może fakt ten wynika  z powodu nikłej reprezentacji win tego sortu... Czytaj dalej

Uwielbiam wino i większość zjawisk z nim związanych. Tak w codziennym życiu, jak i szeroko pojętej sztuce. Jednak przygnieciony recenzjami i relacjami znajomych moich winolubów, długo broniłem się przed obejrzeniem tego dzieła, pielęgnując w głowie przekonanie, że tak naprawdę ten film jest baaardzo długą reklamą kalifornijskiego winiarstwa , a w szczególności produkowanego tam Pinot Noir, którego do tej pory fanem nie zostałem. Być może fakt ten wynika  z powodu nikłej reprezentacji win tego sortu na naszym rynku i jeszcze  nie trafiłem na tą, która ten stan w mej nieszczęsnej świadomości umiałaby odmienić…

A przecież mój organizm pokochał Pinota już dawno, dawno temu! Pamiętam to jak dziś! To zdarzenie uczuciowe miało miejsce dokładnie przy stoliku po lewej stronie od wejścia, w restauracji l’Halabarde w Beaune, a jeszcze dokładniej nad kieliszkiem Corton Grand Cru rocznik 1997nwypuszczonego w świat spod ręki enologów firmy Drouhin. Razem z kolegą, w towarzystwie spojrzeń pełnych braku zrozumienia dla naszej ekstazy fundowanych przez co niektórych współbiesiadników, mruczeliśmy niczym małe kotki i co chwila z zachwytem odnajdowaliśmy co raz to nowe skojarzenia aromatów wylewających się wielkim „zapachospadem” z kielicha.

Od tamtego dnia, nieprzerwanie, podążam śladem Pinota niczym za piękną Heleną, spotykając  i (z reguły) nie odmawiając randek z jej postaciami różnorakiej proweniencji . Piękności niemieckie, ślicznotki austriackie, węgierskie tancerki, a często też „chodzące na głowie” osadniczki z Nowej Zelandii, a nawet chilijskie senority i squaw z Oregonu. Wszystkie one wodziły mnie za mój wielki nochal już niejednokrotnie i wiem, że czynić to będą. Nie narzekam! I nie odmówię! Nigdy! No dobrze. Prawie nigdy! I nieważne, że to najbardziej niesforne i kapryśne stworzenia, które gdy wykreowane w rękach nieporadnego stwórcy,  bez pardonu pokazują kaprawe lico schowane pod makijażem etykiety.  Mówi się trudno. Taki los.

Czemu teraz właśnie te rozterki? Odpowiedź jest banalnie prosta: idzie jesień! I znowu rozpoczną się intensywne jak nigdy zaloty do soczystych i aromatycznych cudeniek, z wiankiem grzybów w ręku, w otoczeniu leśnego zwierza i bajecznie drogich trufli, bez których choćby płatka rok się nie liczy. A na krzewach już czeka nowy plon, z którego moi najlepsi koledzy na świecie – winiarze, przyprowadzą na świat nowe krasawice.

A film? Niewielkie pokłady kobiecej intuicji tlące się wewnątrz mej powłoki i tym razem mnie oszukały i zdania nie zmieniam.  I kropka. Pewnie nie bez znaczenia jest pamięć o tym, jak bardzo po jego emisji wzrosła konsumpcja kalifornijskiego (nota bene podobno często udanego) Pinot Noir w USA i generalnie Pinota na całym świecie. H?. To może jednak to dobry film?

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *