Strona główna » Blog eksperta » Co krok – to prorok

Co krok – to prorok


Do dzisiejszego wpisu skłoniły mnie dramatyczne rozterki, które rozpoczęły okupację moich myśli w sobotni wieczór, a niedzielne popołudnie, w świetle i tupocie pędzących po śniegu mrówek, wzmogły swój obieg niczym karmione podtlenkiem azotu… Sobotni wieczór – od dawna nieodwiedzana ulubiona Papaya, od dawna upragniony Pad Thai I Mee Goreng i od równie długiego czasu upragnione lekko parząca usta sake w najlepszym towarzystwie. Apetyt na kontynuację wieczoru przybierał na sile wprost proporcjonalnie... Czytaj dalej

Do dzisiejszego wpisu skłoniły mnie dramatyczne rozterki, które rozpoczęły okupację moich myśli w sobotni wieczór, a niedzielne popołudnie, w świetle i tupocie pędzących po śniegu mrówek, wzmogły swój obieg niczym karmione podtlenkiem azotu…

Sobotni wieczór – od dawna nieodwiedzana ulubiona Papaya, od dawna upragniony Pad Thai I Mee Goreng i od równie długiego czasu upragnione lekko parząca usta sake w najlepszym towarzystwie. Apetyt na kontynuację wieczoru przybierał na sile wprost proporcjonalnie do pochłanianych wiktuałów. Wybór padł na jedną z niepoznanych dotąd winiarni. A tam, w miszmaszu półek – kalifornijski Pinot Noir z malowidłem całkiem roznegliżowanej białogłowy i bicyklu. Nota bene (jak podpowiedział mi jeden z facebookowiczów, czytających me peany na cześć owej flaszki) – etykieta zakazana w Alabamie, a będąca kopią starej jak świat reklamy, wabiącej onegdaj we Francji do posiadania dwóch kółek. Nieco frywolne skojarzenia i związane z nimi nadzieje na utrzymującą ducha etykiety zawartość, rosły z każdą chwilą. I… udało się! Wino radosne, niemal beztrosko banalne, oczywiste niedbające o tak szalenie modny tu i ówdzie terroir, a przecież świetnie wykonane, uczciwie wycenione i bezpardonowo smaczne. Odruchowo (stety – niestety) zacząłem je oceniać… 85? 82? A może wręcz 90 punktów? Z opresji wybawił mnie kolejny łyk wina. Po co? W imię czego? Why?

Wino się skończyło, a refleksje upominały się o swoje prawa co raz natarczywiej. Oddałem się im bez reszty dnia następnego, a ich kształt, choć całkowicie nie odkrywczy, to po raz kolejny zostanie opisany.

Krytyków, bloggerów, dziennikarzy, ekspertów, krytykantów, czy wręcz malkontentów, oraz różnej postury znawców, przybywa szybciej, niż nowych win na rynku. Jedni opanowują cały świat, inni działają lokalnie. Część z nich bez cienia wątpliwości wiedzę o winie posiada potężną, co nie znaczy, że nie są obarczeni własnym światopoglądem, kontekstem spojrzenia, ambicjami i uprzedzeniami. Jedni szukają indywidualności, ekspresji siedliska, inni, tak jak ja, próbują ocenić także szansę wina na zyskanie sympatii społeczeństwa. Większość piszących jednak to amatorzy, bardziej lub mniej świadomi swoich braków, bardziej lub mniej sensownie usiłujący brać na swoje barki odpowiedzialność wskazywania narodom jedynie słusznych wyborów. Często używają potężnych słów, lub ich kombinacji w sposób pozbawiony logiki, by przytoczyć tu choćby niedawno umieszczony na jednym z portali traktujących o winie opis, zawierający takie oto słowa: …. Nie, to by było zbyt oczywiste i ad personam, a nie o jedną osobę w całej zabawie chodzi.

Pointa jest taka: jeżeli jest możliwe poznanie oceny profesjonalisty, zapamiętajcie ją. Jeżeli takich ocen jest wiele – wsłuchajcie się w nie. Wszystkie, łącznie z moimi, które znajdziecie na Winezja.pl, są elementami niepełnego zbioru, który nabiera gotowego obrazu dopiero w towarzystwie ocen poprzednich winolubów, którzy tą flaszę dla własnej przyjemności okazję nabyć mieli, a powodowani odruchem serca i wrażeniami, taką opinią z Wami podzielić się chcieli.

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *