Strona główna » Blog eksperta » Graciano comes back!

Graciano comes back!


Tak tak Moi Drodzy. W rzeczy samej! I nie idzie o moją najmłodszą córeczkę Grację. Raz, że tak do niej się jeszcze nie zwróciłem, a dwa – wtedy wcisnąłbym na klawiaturze: „we własnej osobie”. Inna sprawa, że akurat owa młoda … Czytaj dalej

26,99 zł

Dostępność: Więcej niż 24 szt.

Dostępność: Więcej niż 24 szt.
7990,00 zł

Dostępność: Więcej niż 24 szt.

Tak tak Moi Drodzy. W rzeczy samej! I nie idzie o moją najmłodszą córeczkę Grację. Raz, że tak do niej się jeszcze nie zwróciłem, a dwa – wtedy wcisnąłbym na klawiaturze: „we własnej osobie”. Inna sprawa, że akurat owa młoda kobieta atakuje nieustannie od lat prawie ośmiu. Sprawa ma się o kuleczkach. O winogronach dokładnie rzecz ujmując.

Potoczną świadomość i potok informacji o winiarskiej Hiszpanii, a zwłaszcza Rioja, dominuje jeden temat: Tempranillo. Tempranillo to, Tempranillo tamto… Tymczasem to wszystko historie całkiem świeże. Te naprawdę stare, lecz i te wciąż aktualne, niosą się potokiem Graciano, Mazuelo, Garnacha i Maturana. Słyszeliście kiedyś takie nazwy? Tak, wiem – o Garnacha na bank. A o pozostałych? Byłbym szczerze zaskoczony słysząc podobną wrzawę…

Los chciał, że w święta wpadło w moje niecne łapki coś, czego jeszcze na winezyjnej stronie nie znajdziecie, lecz wystarczy, że uzbroicie się w chwilę cierpliwości. Jak mawiał klasyk: „work in progres”. Baron de Ley Varietales Graciano 2012. Wino szalenie ciekawe, z odmiany dojrzewającej bardzo późno, lecz w zamian rodzącej wina doskonałe do leżakowania, pięknie się rozwijające, uwielbiające starzenie w dębowych beczkach. Mój bohater to jeszcze prawdziwy winny osesek. Solidnie zbudowany, gęsty, o ładnie zarysowanej taninie, grający w ciemnych barwach słodkich nut owoców, balsamiczności i korzenności. Już ładnie poukładany, świetny do postawienia przy jędrnym czerwonym mięsie, najlepiej po dwu-trzygodzinnej dekantacji. Będzie rósł pięknie przez najbliższe parę lat, przechodząc na kwiatowo-konfiturowo-mineralną stronę mocy, więc jeżeli macie cierpliwość, ciekawość i możliwość odłożenia – namawiam zdecydowanie.

Baron de Ley przywita się z Winezją już za chwileczkę, a w kolekcji takich perełek będzie więcej. Już sobie ostrzę kły na Maturana z tej samej serii, a i także na pozostałe niepowtarzalne pomysły winiarzy tej stajni.

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *