Strona główna » Blog eksperta » Hej! Grzyby, grzyby – przybywajcie do mojej…

Hej! Grzyby, grzyby – przybywajcie do mojej…


Kto miał okazję być w lesie, lub choćby w restauracji czułej na sezonowe potrawy, na pewno miał się okazję spotkać z kurkowymi menu, albo z samymi kurkami „oko w kapelusz”. Żądnych takich spotkań jest wielu, a miejsc także nie brak. Ot, choćby Magdalenka pod Warszawą. Niezbity to dowód na to, iż niedługo przywędrują spod ziemi kolejne wcielenia aromatycznych zbiorników soli i minerałów. Tylko czym je popijać? Piwem? Gdzie tam! Czystą gatunkową? Chyba że z pieprzem, dla odtrucia z przejedzenia, ale... Czytaj dalej

Kto miał okazję być w lesie, lub choćby w restauracji czułej na sezonowe potrawy, na pewno miał się okazję spotkać z kurkowymi menu, albo z samymi kurkami „oko w kapelusz”. Żądnych takich spotkań jest wielu, a miejsc także nie brak. Ot, choćby Magdalenka pod Warszawą. Niezbity to dowód na to, iż niedługo przywędrują spod ziemi kolejne wcielenia aromatycznych zbiorników soli i minerałów. Tylko czym je popijać? Piwem? Gdzie tam! Czystą gatunkową? Chyba że z pieprzem, dla odtrucia z przejedzenia, ale to już po. Wino jest jak znalazł. Warto jednak pamiętać, że co grzyb, to inne wino, ale także co potrawa, to i kompan będzie inny.
Kurki z patelni popijamy lekkim Chablis tudzież Pinot Blac i Pinot Gris, jajeczniczkę z nimi – nowoświatowym Chardonnay, w śmietanie zaś to przeciwnik dla lepsiejszych białych win Burgundii tudzież Chardonnay fermentowanych w dębinie. Zaraz po nich pojawią się prawdziwki. Tu historia mocno się rozszerza. Same grzybki świetnie się znajdą w kompanii Pinot Noir, najlepiej burgundzkiego, jak choćby nie przymierzając długo, Cote de Beaune Rouge, a dla bardziej odważnych – Barbera d’Alba. Lekkie mięsiwa z borowikami, dziczyzna dajmy na to, to domena czerwonych cru z Burgundii, wśród których Corton jest moim oczkiem w głowie, lecz na stole zarządzanym przez treściwy kawał wołu tudzież jagnięciny, nieocenionym akcentem będzie australijski Shiraz lepszych lotów. Po prawdziwkach przyjdzie kolej na zuchwalstwo, jakim niewątpliwie jest zakup lub zamówienie w restauracji, białych trufli. Ileż tu jest pomyłek… Ileż to zmarnowanych porcji moje piękne oczy ze smutkiem oglądały… Gdzie się człowiek nie odwróci, każdy mu wpycha wina czerwone. Owszem, one są „de best”, lecz tam, gdzie skarby Piemontu – Barbaresco, Barolo,  towarzyszą truflom przykrywającym carpaccio czy mięsko na ciepło, ba!, nawet risotto pokocha się z Barberą d’Asti. Biała pasta swatać by się chciała z lżejszą materią. Takie San Vincenzo Anselmiego chociażby. Albo Chardonnay Virtuoso. To są kawalerowie do pary! Najfajniejszym jednak połączeniem grzybów i wina, jest zupa krem, nawet z „pieczarków”, popijana … lekko słodkim winem białym. Tu rządzą mozelskie Riesling,i od Kabinett przez Spatlese po Auslese, których słodycz w sposób niesamowity komponuje się ze słoną naturą strawy. Pycha!

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *