Strona główna » Blog eksperta » I co tu wybrać?

I co tu wybrać?


Maj, zapewne nie tylko mi, kojarzy się nieodłącznie z kilkoma zjawiskami. Tak jak większość – z „majówką”, komuniami i… Dniem Matki. Ojejku jejku! I co to teraz będzie? Co wybrać najlepszego? Z czego się ucieszy?   W moim przypadku, jedno … Czytaj dalej

25,99 zł

Dostępność: Więcej niż 24 szt.

Dostępność: Więcej niż 24 szt.

Dostępność: Więcej niż 24 szt.

Maj, zapewne nie tylko mi, kojarzy się nieodłącznie z kilkoma zjawiskami. Tak jak większość – z „majówką”, komuniami i… Dniem Matki. Ojejku jejku! I co to teraz będzie? Co wybrać najlepszego? Z czego się ucieszy?

 

W moim przypadku, jedno absolutnie nie oznacza drugiego. Znając moją Mamę, najchętniej widziałaby mnie z butelką szczodrego Tokaju, Muscata, Reslinga, tudzież Porto. Znając siebie, najchętniej trzymałbym flaszkę dobrego, burgundzkiego Pinot Noir, który jak żaden inny szczep na świecie kryje w sobie potężną dawkę resveratrolu. I najgorsze, że w tym przypadku absolutnie nie da się połączyć „boskiego z cesarskim”. Albo cudotwórczy polifenol – albo zwykły hedonizm. Nic to… Zapewne wygra jedno z dwóch, bo obydwa wybory mieszczą się w skali „najlepszych życzeń”. A przecież tylko takie mamy dla naszych rodzicielek. Nieprawdaż?

 

Najlepszym obrotem spraw jest jednak nadchodzący tuż po Dzień Dziecka, któremu także w tym roku, towarzyszy kolejna data moich urodzin. I może to jest klucz? Najwyżej dostanę Pinota z powrotem… Lubię Pinota… No dobrze – żarty na bok! Tak się jeszcze nigdy nie zdarzyło, i nie sądzę, bym miał okazję przeżyć taką sytuację. Po pierwsze – flaszki zazwyczaj dostaję od znajomych „po fachu”. Po drugie – jedną zawsze sprawiam sobie sam. I znów jestem w kropce. No bo – co wybrać tym razem? Zazwyczaj są to wina z mojego rocznika. Tylko… coraz mniej jest takich, które są w stanie tyle przeżyć. Nie mówiąc już o tym, że wiele z nich już po prostu mam „odhaczone”. A najgorsze jest to, że ich ceny co roku drenują kieszeń coraz głębiej! Chyba zatem najwyższy czas, by zmienić ten rytuał i przejść do trybu wykreślania z listy „do spróbowania” wszystkich „win marzeń”, „świętych Graali” itp. Wychodzi na to, że jestem swoim najtrudniejszym przeciwnikiem?

 

I co to będzie? I co to będzie?! Chyba po prostu sięgnę po coś ad hoc. I Zapewne znów skończy się na jednym z klasycznej listy: Barolo/Barbaresco, Pinot Noir, Bordeaux, a na pewno: na szampanie. Taki los…

 

Autor: Tomasz Kolecki

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *