Strona główna » Blog eksperta » In the arms of the angel

In the arms of the angel


Czy to wyrwany ze snu o trzydziestej trzeciej w nocy, czy zamęczony niekończącym się panelem degustacyjnym, na pytanie: „Który region Włoch lubisz najbardziej?”, zawsze odpowiem tak samo: „Piemont!”. Tylko, że jak sobie policzę, w którym byłem najczęściej, to mój ulubieniec … Czytaj dalej


Dostępność: Mniej niż 6 szt.

Dostępność: Więcej niż 24 szt.
99,99 zł

Dostępność: Mniej niż 24 szt.

Czy to wyrwany ze snu o trzydziestej trzeciej w nocy, czy zamęczony niekończącym się panelem degustacyjnym, na pytanie: „Który region Włoch lubisz najbardziej?”, zawsze odpowiem tak samo: „Piemont!”. Tylko, że jak sobie policzę, w którym byłem najczęściej, to mój ulubieniec spada na drugie miejsce, ustępując pola… Veneto Zaglądam do niego latając na Vinitaly, czyli największe święto włoskiego wina. Zawsze w nim się zatrzymuję, podążając autem w stronę kolebki Barolo i Barbaresco. Nawet najpierwszą i ostatnią wizytę w Italii spędzałem w jego granicach. I nie ukrywam, że jako miasto, nieco przaśna i zacna jednocześnie Werona, jest najbliższa mojego wyobrażenia „dolce vita”.

Wokół tego miasta dzieją się rzeczy niezwykłe. Otoczona winoroślą, funduje mnóstwo frajdy pod każdym kolorem i smakiem wina. Sławetne Soave, Valpolicella i Bardolino. Nieco skryte w ich cieniu Lugana, Valpantena i Gambellara. A dziś, dzięki Magazynowi Wino, miałem okazję spotkać się w Warszawie z producentami i winami mojego faworyta wśród czekających na zasłużony międzynarodowy rozgłos, czyli Bianco di Custoza. Maleńka apelacja na południowy zachód od Werony i na południowy wschód od jeziora Garda, którego dotyka w miejscu dla mnie magicznym, czyli przepięknym małym porcie na rozstaju nadgardeńskich dróg – Peschiera del Garda. W mojej historii jest to miejsce wyjątkowe z wielu względów. To ona, niezależnie od wybranej lokalizacji nad jeziorem, zawsze wita mnie lub żegna niczym latarnia. To w jej hotelach przyszło już nie raz schronić się w drodze. To tu, z Mają, wtedy jeszcze moją przyszłą żoną, spędziliśmy wyjątkowe, krótkie wiosenne wakacje.

I to wtedy usłyszeliśmy najpiękniejszy śpiew we Włoszech. Piękna kobieta, śpiewając i grając na gitarze zbierała datki na ofiary kataklizmu. A gdy spytałem, czy zna pewien utwór, z radością odparła: „To mój ulubiony!” A swoim wykonaniem nie tylko przyćmiła oryginał, lecz przy okazji na pięć minut wprawiła jeszcze przed chwilą rozkrzyczaną okolicę w nastrój tak romantyczny i sentymentalny, jakiego chyba wcześniej tu nie znano. Tą piosenką był tytuł tego wpisu. I jestem pewien, że Sarah McLachlan zapamiętałaby te chwile tak samo mocno, jak my je mamy i mieć będziemy w naszej pamięci.

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *