Strona główna » Blog eksperta » Jak ja tęsknię za Piemontem!

Jak ja tęsknię za Piemontem!


Nie pamiętam takiego biegu wydarzeń w ostatniej dekadzie. Prawie połowa maja, a ja jeszcze nie byłem w Piemoncie. W moim Piemoncie! Ukochanym. Spokojnym. Uroczym. Smakowitym. Nie ma jednak co narzekać - sam tak wybrałem, oddając palmę pierwszeństwa innym lądom. Najgorsza jednak jest świadomość, że do lipca nie znajdę w kalendarzu takiej dziury, która pozwoliłaby mi nadrobić straty. Za chwilę ruszają targi w Londynie, później nieodległa Florencja, zaraz po niej szkoła w Barcelonie, a jeszcze gdzieś pomiędzy muszę wcisnąć eskapadę do BeNeLux-u. Nie mówiąc o krajowych wojażach… Eeech… Lgnę więc do każdego skrawka i przejawu Piemontu, jak do przysłowiowego lepu. Nie spodziewałem się, że kiedyś poczuje się ja mucha…

Czytaj dalej

Nie pamiętam takiego biegu wydarzeń w ostatniej dekadzie. Prawie połowa maja, a ja jeszcze nie byłem w Piemoncie. W moim Piemoncie! Ukochanym. Spokojnym. Uroczym. Smakowitym. Nie ma jednak co narzekać – sam tak wybrałem, oddając palmę pierwszeństwa innym lądom. Najgorsza jednak jest świadomość, że do lipca nie znajdę w kalendarzu takiej dziury, która pozwoliłaby mi nadrobić straty. Za chwilę ruszają targi w Londynie, później nieodległa Florencja, zaraz po niej szkoła w Barcelonie, a jeszcze gdzieś pomiędzy muszę wcisnąć eskapadę do BeNeLux-u. Nie mówiąc o krajowych wojażach… Eeech… Lgnę więc do każdego skrawka i przejawu Piemontu, jak do przysłowiowego lepu. Nie spodziewałem się, że kiedyś poczuje się ja mucha…

Z przyjemnością, ba!, radością, przyjąłem więc zaproszenie poprowadzenia degustacji razem z Mauro Molino i jego córką Martiną, którzy przywieźli do Polski wprost z „barolskiej” Annunziata w La Morra, wina swojego autorstwa. Przybyli goście mieli okazję porównać nie tylko kilka różnych roczników Barolo, ale także poczuć różnicę pomiędzy siedliskami w tych samych odsłonach wiekowych. Zanim jednak przyszedł czas na „króla”, próbowaliśmy soczystej i pełnej werwy Barbery d’Alba, zaraz po niej nowomodnej „Dimartiny”, której genezy nazwy rozszyfrowywać długo nie trzeba patrząc powyżej. Kupaż odmian Barbera, Nebbiolo, Merlot i Cabernet, a wszystkich w tym roczniku równo po ćwierci. Dwa pierwsze wina nie pozostawiły wątpliwości, po co je stworzono. Miały pobudzać i napędzać apetyty swoją świeżą owocowością i subtelnie, acz wymownie, wibrującą kwasowością. Po to w końcu fermentowano je w stalowych kadziach w dość niskiej temperaturze… Po nich przyszedł czas na trzy różne wersje Barolo. „Bazowe”, zestawiane z winnic w La Morra i Serralunga d’Alba. Następnie przyszedł czas na wina z winnic „Conca” (Muszla – od jej kształtu), oraz „Galinotto”, położonych na dwóch różnych wysokościach i o nieco odmiennych glebach. Taka możliwość bez dwóch zdań przemówiła do zmysłów bezpośrednimi w odbiorze różnicami. Piękne spotkanie!

Cieszę się, że spotkałem Mauro, Martinę i ich wina. Z wielu względów. Tyle razy omijałem ich dom w drodze do innych winiarzy. A szkoda… Co najważniejsze – przywieźli ze sobą kawałek Piemontu. Sobą, rozmową przy lunchu i winami, których styl cenie sobie bardzo mocno. Żadnej biegunowości. Idealnie pomiędzy nimi. Z dużym szacunkiem dla tradycji i charakteru win Piemonckich, a z drugiej strony tworzone z doskonałą wiedzą techniczną.

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *