Strona główna » Blog eksperta » Jak sobie pościelesz, tak się… napijesz.

Jak sobie pościelesz, tak się… napijesz.


Każdego roku czekamy na tą wspaniałą okoliczność, gdy posiadane ewentualnie  potomstwo do tego się nadające, wyślemy na kolonije, tudzież insze turnusy i razem pozostałymi wolnymi ludźmi pracy udamy się na zasłużony urlop. Za systemu „bratniej pomocy”, wszystko było jasne – szczęśliwcy jechali do bułgarskich Złotych  Piasków, a lud pracujący tłumnie oblegał Mazury i bałtyckie plaże. Dzisiejsze czasy nieskrępowanej wolności wszelakiej, mocno komplikują sprawy. Italia? Portugalia? Chorwacja? Proszę... Czytaj dalej

Każdego roku czekamy na tą wspaniałą okoliczność, gdy posiadane ewentualnie  potomstwo do tego się nadające, wyślemy na kolonije, tudzież insze turnusy i razem pozostałymi wolnymi ludźmi pracy udamy się na zasłużony urlop. Za systemu „bratniej pomocy”, wszystko było jasne – szczęśliwcy jechali do bułgarskich Złotych  Piasków, a lud pracujący tłumnie oblegał Mazury i bałtyckie plaże. Dzisiejsze czasy nieskrępowanej wolności wszelakiej, mocno komplikują sprawy. Italia? Portugalia? Chorwacja? Proszę bardzo! Paszport niepotrzebny, a podróż samolotem często tańsza niż bilet Inter City do Krakowa . No i okoliczności tamtejsze są po prostu tamtejsze. W Chorwacji uraczą nas wszędzie świeżutką makrelą, popartą kieliszkiem zimnej Malvazji. W Italii spałaszujemy nic innego jak branzino, doradę i wszelkie inne drobnostki wyciągnięte z morza, których konsumpcję ułatwi lokalne wino, jakże różne zależnie od miejsca, w którym usiądziemy. Vermentino, Pinot Grigio, Grillo, Pecorino, Orvieto, Vernaccia di San Gimignano, itd. Itd. O pastach, pizzach i innych włoskich delicjach, wspominać nie trzeba, bo i tak nam je zaoferują. W Portugalii nafaszerują nas bacalhao, atlantyckim dorszem na wiele postaci, nie żałując także grillowanych owoców morza, z kalmarami na czele. Z flaszą chłodnego Vinho Verde, tudzież innych portugalskich win białych z Alentejo czy Douro, zazwyczaj szczodrych w kwasowość, mineralność i alkohol. Czerwonych win w każdym ze wspomnianych, lecz także innych krajów winem stojących, także nie zabraknie. Alentejo, Montepulciano d’Abruzzo, Primitivo, Vranac. Lista nie ma końca… Wszystkie te kraje łączy jedna wspólna cecha – duma i kultywowanie lokalnej kuchni, wina, tradycji. I to je do nas przyciąga. Oprócz słońca, ciepłego, czystego morza i krajobrazu oczywiście.
Jak na tym tle wypadają nasze kurorty? Niezbyt bogato! Możemy pałaszować do woli z potężnego asortymentu kebabów, sajgonek i wszystkiego „pińć smaków”. Do kompletu szereg typowych ryb bałtyckich: panga, sola, ryba maślana, tilapia, miruna, różowiutki do bólu oczu łosoś, sandacz i halibut, a listę nieśmiało zamykają „przybysze z obcej planety”, czyli flądra i pogardzany przez nas niesłusznie dorsz bałtycki. Ale śledzi, oprócz rolmopsów, nie uświadczysz.. Do tego specjały te są przyrządzane i podawane w dość „rustykalny” sposób, czyli mniej lub bardziej tłusty i raczej mniej niż bardziej świeże, o warunkach ich spożywania nie wspominając. A przecież nasza kuchnia jest tak pyszna! Przecież w naszym morzu też pływają smaczne ryby! Trzeba tylko zacząć wymagać, by zaczęto nam ją podawać. Sami chętnie posilimy się rybką prosto z kutra, a nie taką, która po złowieniu najpierw jedzie do hurtowni w… Rzeszowie, by stamtąd, wymęczona, wróciła zamrożona nad morze… Chętnie wtedy też sięgniemy po kieliszek taniego, schłodzonego wina, albo szprycera, ba! prosecco nalewanego w sposób identyczny do piwa, czyli z tzw. „kija”. Tak, tak. Są takie rzeczy. Taniutkie to i pyszne! Tylko że… nie ma praktycznie gdzie go zamówić! Za to piwa do oporu! Całe pół litra za 9 złociszy…  Niestety oferowane wina mają ceny „z kosmosu”, a ich przydatność do temperatury i picia w połączeniu z rybami jest znikoma. Bo któż przy 30 stopniach chce pić półsłodkie wino czerwone wątpliwej proweniencji? Ja dziękuję! Lecz nie ma co narzekać. Trzeba wziąć się do pracy, bo razem możemy to zmienić. Kiedy jedna osoba pyta o nowe, otoczenie odbiera ją nieco „dziwnie”, kiedy tysiąc osób spyta, powinno dotrzeć do gastronomów, że tego chcemy, że to się opłaca. Pamiętacie jak patrzyliście na pierwsze chińskie knajpki i kebaby w Polsce? To właśnie dzięki Wam są teraz wszędzie. I to właśnie tylko Wy możecie swoimi żądaniami zmienić to na nowo, czego wszak sami chcecie. A turyści do nas przyjeżdżający zaczną pytać o przepyszne tradycyjne polskie dania. Pokażmy więc, Miłośnicy dobrego wina, że jest nas co raz więcej, a naród polski zmienia nieco swoje oblicze!

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *