Strona główna » Blog eksperta » Jakoś to będzie…

Jakoś to będzie…


Od początku września los rzucał mnie łaskawie po różnych zakątkach winiarskiej Europy, fundując całkiem niezły kalejdoskop wrażeń i informacji o właśnie kończących się zbiorach. I z grubsza rzecz biorąc – nie za bardzo jest nad czym piać peany, lecz też nie ma nad czym, oprócz kilku wyjątków, biadolić.   Polscy winiarze, po letniej walce z opadami, w sumie chwalą sobie jesień, co raczej nikogo nie dziwi… Uwijali się jak w ukropie, za to rezultaty zbiorów są bardzo obiecujące. Podobnie zresztą... Czytaj dalej

Od początku września los rzucał mnie łaskawie po różnych zakątkach winiarskiej Europy, fundując całkiem niezły kalejdoskop wrażeń i informacji o właśnie kończących się zbiorach. I z grubsza rzecz biorąc – nie za bardzo jest nad czym piać peany, lecz też nie ma nad czym, oprócz kilku wyjątków, biadolić.

 

Polscy winiarze, po letniej walce z opadami, w sumie chwalą sobie jesień, co raczej nikogo nie dziwi… Uwijali się jak w ukropie, za to rezultaty zbiorów są bardzo obiecujące. Podobnie zresztą mówią o sprawie w innych miejscach, choćby w Piemoncie, gdzie zbiory Nebbiolo oceniają jak 8/10, nieco niżej notując Dolcetto i Barbera, a podobnie – Sangiovese i Cabernet Sauvignon w Toskanii. Veneto tym razem otarło się o dramat, i wielu producentów już zadeklarowało brak Amarone z bieżącego rocznika. Sporo nerwów mieli też winiarze Słowenii i Austrii, zwłaszcza Styrii i Burgenlandu, jednak wynik końcowy jest bardziej niż zadowalający. Węgrzy w Tokaju i Egerze cieszą się i tańczą, a sąsiedzi zza miedzy, Słowacy, zjadają palce z bezsilności wobec natury. Chyba największe skrajności odnotowała jednak Francja. Weźmy na ten przykład Burgundię i Bordeaux: dwie różne wiosny, z przewagą dla wschodniego regionu, który zaraz potem nawiedziły kataklizmy z gradobiciem w czubie, choć i Bordeaux też się dostało. Jesień jednak obydwa regiony spędzają w innych humorach. Nadatlantycki klasyk puszy się i stroi w laury, a Burgundia… zebrała, co zostało po wcześniejszych katastrofach pogodowych. Trzeba jednak przyznać, że te „resztki”, obiecują wiele swoją kondycją.

Za parę chwil ruszam do Dolnej Austrii, a później  – do południowej i południowo-zachodniej Francji. Nie omieszkam dowiedzieć się, co w trawie piszczy i wrócić tu z kilkoma sekretami.

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *