Strona główna » Co by tu poświętować? » Podcast o winie [Odcinek 6]: Co by tu poświętować? (LISTOPAD)

Podcast o winie [Odcinek 6]: Co by tu poświętować? (LISTOPAD)


„Co by tu poświętować” to seria wpisów, stworzona z myślą o osobach szukających zabawy podczas degustacji ulubionych trunków. Podcast o winie i nie tylko został stworzony przez Pana Krzysztofa Szubzdę i mamy nadzieję, że pomoże w wyborze winnych (i nie tylko) propozycji … Czytaj dalej

„Co by tu poświętować” to seria wpisów, stworzona z myślą o osobach szukających zabawy podczas degustacji ulubionych trunków. Podcast o winie i nie tylko został stworzony przez Pana Krzysztofa Szubzdę i mamy nadzieję, że pomoże w wyborze winnych (i nie tylko) propozycji na listopadowe okazje. 

 

Pierwsze wino z listopadowej skrzynki otwieramy już w niedzielę 7 listopada o godzinie 18.00. No może przed osiemnastą, żeby winno trochę pooddychało i uwolniło wszystkie smaki i aromaty. A ma co uwalniać Finca La Solana de Luzón, bo jest w niej uwięziona i jeżyna i czarna porzeczka; wnikliwsze podniebienia wyczują też śliwkę, a 4 miesiące leżakowania w beczkach z amerykańskiego dębu pozostawiły w tym winie również wyraźny ślad mlecznej czekolady, wanilii i kokosa. Finca La Solana de Luzon jest w całości wyciśnięta z Monastrella, więc uwielbia na stole towarzystwo żeberek, cielęciny, wieprzowiny, baraniny, dziczyzny – słowem mięs wyrazistych w smaku, najlepiej dobrze przyprawionych, a do tego jeszcze grillowanych. Oj, trudno będzie się weganom zaprzyjaźnić z tym Monastrellem, ale zawsze warto próbować, na przykład z pieczoną oberżyną. No i najważniejsze, dlaczego właśnie na 7 listopada i to na 18.00 polecam to wino? Otóż jego ojczyzną jest gorąca Murcia – niezbyt znany region w południowo-wschodniej Hiszpanii. Największym miastem regionu Murcia jest miasto… Murcia, a drugim Cartagena i tam właśnie 7 listopada przyjeżdżają piłkarze z Malagi, by punktualnie o 18.00 rozegrać mecz o mistrzostwo drugiej ligi hiszpańskiej. Druga liga hiszpańska to nie to samo co pierwsza, ale z też nie to samo co polska druga liga, większość meczów Segunda Division gwarantuje poziom naszej ekstraklasy. A poza tym nasza ekstraklasa tego dnia nie gra, więc możemy z czystym sumieniem pokibicować piłkarzom z Murcji pijąc wino… z Murcji.

4 dni później mamy czwartek wolny od pracy, 11 listopada. I to nie tylko w Polsce. W Belgii – też, a nawet w Angoli. Bo tego samego dnia ale nie roku, kiedy my uwolniliśmy się od Rosji, Prus i Austrii, Angola uwolniła się od… Portugalii. Choć powiedzmy sobie szczerze zsyłka do Potro nie brzmi tak strasznie, jak zsyłka na Sybir, ani nawet portugalizacja nie wydaje się tak zła jak germanizacja, to jednak zawsze warto być niepodległym… nawet od Portugalii. Nie będziemy jednak świętować z Angolczykami, przy portugalskim winie, bo to by było złośliwe wobec Angolczyków, będziemy 11 listopada świętować przy włoskim winie razem z Leonardo DiCaprio. Już wyjaśniam, dlaczego. Otóż wiecznie młody Leonardo, kończy tego dnia 47 lat, a że jest potomkiem właśnie włoskich, a do tego niemieckich i rosyjskich emigrantów, to otwieramy włoskie wino, by uczcić naszą niepodległość od niemiecko-rosyjskich przodków Leonardo. Poza tym swoje imię Leonardo zawdzięcza temu, że już jako płód zareagował energicznym kopnięciem na widok dzieł da Vinci we florenckiej galerii Ufizzi. A zatem skoro pierwszy przejaw działalności artystycznej Leonardo miał miejsce w Toskanii, to sięgamy po najbardziej toskańskie ze wszystkich toskańskich win czyli chianti. Żeby chianti było chianti musi mieć w sobie przynajmniej 75%-owy udział szczepu  Sangiovese i musi być wyprodukowane według ściśle określonych procedur w ściśle określonych lokalizacjach między górami Montalbano a Sieną i między żyznymi dolinami Tybru w prowincji Arezzo, a rozległymi równinami nad rzeką Arno w regionie Pizy. I właśnie stamtąd pochodzi nasze chianti. Oparte jest na szczepie Sangiovese z odrobiną równie tradycyjnego i wybitnie toskańskiego canaiolo. Myślę, że sam Leonardo DiCaprio nie pogardziłby takim specjałem.

Zresztą po chianti sięgali najznamienitsi Włosi by celebrować swoje największe osiągnięcia. Na przykład Enrico Fermi ojciec bomby atomowej swoją pierwszą udaną reakcję łańcuchową uczcił właśnie lampką chianti. Jeśli chodzi o łączenie tego wina z potrawami to najsłynniejszą sugestię foodparingową dla chianti zostawił nam Hanibal Lecter, popijając nim wątrobę rachmistrza spisowego pieczoną w bobie. Bób oczywiście polecamy, rachmistrzów proszę zostawić w spokoju. Niech sobie odpoczywają po spisie narodowym. Ja polecam do chianti raczej potrawy na bazie pomidorów, bo na ich tle toskański rarytas może błysnąć w swojej całej smakowej okazałości.

Moja propozycja chianti czyli Poggio Al Casone Cinquantina Chianti Superiore pochodzi od starej toskańskiej rodziny Castellanich, która zapewnia że wino jest bardzo owocowe, rześkie i doskonale zbalansowane. No to trzeba sprawdzić.

A sześć dni później w niedzielę znów mamy urodzinową okazję. 55 lat kończy Sophie Marceau. Wyjątkowa postać na francuskiej scenie filmowej i dlatego znalazłem wyjątkowe wino z Doliny Loary, a dokładnie z okolic miasteczka Nantes. Tamtejsi winiarze z apelacji Muscadet Sevre-et-Maine specjalizują się w szczepie melon de bourgogne. Ich dziadowie przechowywali najlepsze roczniki tego szczepu w beczkach, na których z czasem osadzały się resztki drożdży z fermentacji. Okazywało się jednak, że dzięki tym resztkom wino było jeszcze pyszniejsze, a nawet jakby odrobinę musujące. W dzisiejszych warunkach higienicznych o przypadkowych resztkach drożdży nie być mowy, dlatego wprowadza się resztki nieprzypadkowo, ta technologia nazywa się sur lie i jest opartą na dawnych doświadczeniach winiarzy z Nantes.

Powiem państwu szczerze, że sam nigdy czegoś takiego nie próbowałem i podobnie jak wy nie mogę się doczekać 17 listopada. Choć pewnie jak znam życie znajdę sobie jakąś wcześniejszą okazję do spróbowania Muscadet Sevre et Maine Sur Lie Vieilles Vignes. Na przykład 7 listopada kiedy to potomkowie winiarzy z Nantes podejmują na boisku piłkarskim drużynę Strasburga. To może być ciekawy spektakl dwóch zadziornych francuskich średniaków pod ciekawe francuskie wino, które do średniaków z pewnością nie należy. W roku 2018 w Londynie Muscadet Sevre et Maine Sur Lie Vieilles Vignes wygrało pierwszą nagrodę na Festiwalu Wine and Food Pairing. Ale nie wiem, z czym je sparowano podczas tego konkursu. Ja planuje poskubać przy meczu trochę koziego sera i może jakieś krewetki. Chyba że rzeczywiście moja słaba silna wolna zwycięży i dotrwam do urodzin Sophie Marceau, a moja żona upichci mi jakąś tajską potrawkę z owocami morza. Tego jeszcze nie wiem, ale wiem, że następnego dnia 18 listopada w naszym wspólnym menu pojawią się prawdziwe rarytasy, lub jak to się mówiło po staropolsku małmazyje. Pamiętacie taką kolędę „Oj maluśki, maluśki” z frazą „Ej tam w niebie spijałeś, spijałeś, spijałeś słodkie małmazyje”. Okazuje się, że małmazyja albo małmazja po prostu greckie wino rodem z Malvasii na Peloponezie. Kiedy powstawała kolęda „Oj maluśki” małmazja była w Polsce ceniona bardziej niż wina francuskie czy reńskie. A w Lwowie znajdował się nawet jeden z większych składów tego rarytasu. Dziś małmazja nie jest tak popularna, ale najważniejsze, że ciągle jest. A ja proponuję ją wam w słonecznym wydaniu z włoskiej Apulii. Harmonijna, rześka, cytrusowa, ale z wyraźnym miodowym akcentem – no w końcu w kolędzie śpiewa się o słodkich małmazyjach. Wino nie jest na pewno typowo słodkie, ale zdecydowanie należy do najmniej wytrawnych w naszym listopadowym zestawieniu. I teraz trzeba tylko znaleźć jakąś dobrą włoską okazję do tego włoskiego wina. No i jest! 18 listopada 395 lat temu ukończono budowę największej katedry świata czyli bazyliki św. Piotra w Rzymie. Dziś tę okazałą watykańską budowlę wyprzedziła rozmiarowo bazylika Matki Bożej Królowej Pokoju, która wyrosła 30 lat temu pośród afrykańskich bazarów w handlowym miasteczku Jamusukro na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Ale że Wybrzeże Kości Słoniowej słynie bardziej kością słoniową niż winem, to wznosimy toast za jubileusz konsekracji świątyni włoską małmazją.

No i teraz czas na 22 listopada. W Ameryce mówi się często, że każdy pamięta, gdzie był i co robił 22 listopada 1963. Bo tego dnia walczący o reelekcję prezydent Kennedy wylądował w Dallas. A potem, gdy jego limuzyna przejeżdżała przez Ross Avenue z magazynu książek padły strzały. Parę godzin później JFK zmarł w szpitalu Parkland. Nie wszyscy o tym wiedzą, ale zabójca Kennedego zmarł w tym samym szpitalu dwa dni później. A już zupełnie mało kto pamięta, że postrzelił go syn ortodoksyjnego Żyda z Sokołowa Podlaskiego.

Wokół zamachu narosło tyle teorii konspiracyjnych i legend, powstało tyle filmów i piosenek, napisano tyle książek, a nawet gier komputerowych, że można spędzić nie jeden wieczór zgłębiając ostatni rozdział życia Johna Fitzgeralda. No i warto to zrobić, trzeba tylko uzbroić się w dobre amerykańskie wino. Proponuję Woodhaven Zinfandel. Pochodzi oczywiście z Kalifornii, która jest dziś ojczyzną 90% amerykańskich win, a pierwsze sadzonki winorośli w kalifornijskiej ziemi wkopał franciszkanin z Majorki – brat o aromatycznym imieniu Jałowiec. W naszym Zinfandelu jałowca nie ma, ale nawet początkujący smakosze wyłapią nuty wiśni i malin. Bardziej zaawansowani miłośnicy odnajdą śliwkę, czarną porzeczkę i przyprawy, a eksperci docenią miękkość tanin, świetną ekstrakcję i długi finisz. Głęboko rubinowy Zinfandel jest winem dość uniwersalnym więc można zaryzykować połączenia z bardzo różnymi potrawami, ale warto brać ogólny azymut na lekko przyrządzone mięsa lub delikatne sery.

Ale nawet bez kolacji, jako dodatek na przykład do filmu JFK Oliviera Stona to wino też się obroni.

No i na koniec zostawiłem wino z Hiszpanii. Bez hiszpańskiego akcentu trudno sobie wyobrazić dobrze skomponowaną skrzynkę. Będzie to druga w tym zestawieniu małmazja, tym razem ze stolicy hiszpańskiego winiarstwa czyli z Riojy. Żeby oddać sprawiedliwość akurat w Baronie de Ley małmazji jest niewiele, bo główną rolę odgrywa tu szczep macabeo zwany też czasem viura. Ale warto poznać go bliżej. Miłośnicy hiszpańskiej cavy (mówię o musującym winie) znają pewnie ten smak. Bo z macabeo często produkuje się cavę oraz właśnie białe wina z Riojy. Ten szczep wprowadza w wino pewną lekkość i świeżość a w tym przypadku również dość niespodziewaną eksplozję nut jaśminowych, aromatów egzotycznych z cytryną na czele i akcentów ziołowych z koperkiem w rolach głównych. Baron de Ley ma w sobie szlachetny sznyt, doskonałość i niezwykłą harmonię. Zupełnie nie dziwię się, że zdobył aż dwa srebrne medale na International Wine Challenge oraz International Wine & Spirit Competition i że sommelierzy przyznali mu aż 81 punktów na sto.

Kiedy więc wypić ten rarytas? Wydaje mi się, że każdy listopadowy wieczór będzie idealny, ale gdybym tak to skwitował poszedłbym na łatwiznę. Znalazłem więc pewne mało znane, listopadowe wydarzenie związane z Hiszpanią, a nawet z regionem Riojy. Nieomalże. Otóż 23 listopada 1808 roku w Tudeli położonej kwadrans drogi autem od obrzeży kultowej iberyjskiej apelacji, Hiszpanie stoczyli bitwę z Napoleonem oraz wojskami Księstwa Warszawskiego. Na czele sił francusko-polskich stanął marszałek Jean Lannes, jeden z nielicznych którzy mogli zwracać się do cesarza francuzów per „ty” a Hiszpanami dowodził Francisco Castaños, który wsławił się właśnie porażką pod Tudelą.

Decydującą rolę w jego porażce, a naszym zwycięstwie odegrali lansjerzy nadwiślańscy płk. Konopki, który za fenomenalną szarżę otrzymał legię honorową, Virtuti Militari i tytuł barona cesarstwa. W naszych podręcznikach historii o pięknej wiktorii wśród winnic La Riojy mówi się nie wiele, a dokładnie to chyba nawet nic, ale Francuzi upamiętnili ją specjalną płaskorzeźbą i to na Łuku Triumfalnym. No to otwieramy Barona de Leya i wznosimy toast za barona Konopkę.

A wcześniej
toast za piłkarzy Cartageny – winem Finca La Solana de Luzón
za jubilata Leonardo DiCario lampką Poggio Al Casone Cinquantina Chianti Superiore
jubilatkę Sophie Marceau Muscadet Sevre et Maine Sur Lie Vieilles Vignes,
konsekrację bazyliki św. Piotra w Rzymie wspominamy przy Varvaglione Malvasia del Salento
a pamięć Johna Fitzgeralda Kennedy’egp uczcimy butelką Woodhaven Zinfandel z Kalifornii.

Wszystkie wina już czekają w Winezji, ja czekam na Was w grudniu, a tymczasem delektujcie się listopadowymi okazjami.

ZAREZERWUJ ZESTAW NA WINEZJA.PL

WB-—-kopia-2

Krzysztof Szubzda – aktor kabaretowy (kabaret Hrabi), ale to już raczej przeszłość. Teraz czuje się bardziej konferansjerem, felietonistą prasowym i radiowym (Radio 357), trochę też pisarzem (O życiu ze śmiertelnie poważnym humorem) i reżyserem filmowym (Czarna dama).

Wino to moja najnowsza pasja. Niestety moja wiedza enologiczna jest zbyt uboga, by się nią dzielić, ale czuję się w pełni kompetentny, by pogawędzić z Wami o dobrych okazjach do sięgnięcia po konkretne wino. Skoro food-pairing stał się ważnym elementem winiarskiego rytuału i wzbogacił przeżycia płynące z picia wina, to date-pairing może te doznania jeszcze tylko podnieść.

I dlatego powstał ten podcast!

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *