Strona główna » Blog eksperta » Portugalia wciąż się zmienia…

Portugalia wciąż się zmienia…


…o czym miałem okazję przekonać się po raz kolejny całkiem niedawno. To, że mapa i legislacje prawne ulegają ciągłym przemianom i doprecyzowaniu, nie podlega żadnej dyskusji i jest oczywiste jak noc po dniu. Zmyślam? Przesadzam? Wcale! Spójrzcie na oficjalne mapy sprzed lat dziesięciu, trzech i najnowszą. To nie są kosmetyczne poprawki, to jest daleko posunięty proces postępu i specjalizowania się we własnych oryginałach.

Czytaj dalej

…o czym miałem okazję przekonać się po raz kolejny całkiem niedawno. To, że mapa i legislacje prawne ulegają ciągłym przemianom i doprecyzowaniu, nie podlega żadnej dyskusji i jest oczywiste jak noc po dniu. Zmyślam? Przesadzam? Wcale! Spójrzcie na oficjalne mapy sprzed lat dziesięciu, trzech i najnowszą. To nie są kosmetyczne poprawki, to jest daleko posunięty proces postępu i specjalizowania się we własnych oryginałach.

Czwartkowy wieczór spędziłem w gościnnych progach warszawskiego hotelu Le Regina, na uroczej, kameralnej kolacji, w towarzystwie kilkunastu producentów wina z najważniejszych regionów kraju. Każdy z nich miał za zadanie postawić na stole wybraną przez siebie flaszkę wina swojego autorstwa. I I zaczęło się… To, że Portugalia wśród krajów „starej Europy” cieszy się mianem najlepszego dostarczyciela jakości za żądaną cenę, znalazło potwierdzenie w praktycznie każdej otworzonej butelce, lecz zaprezentowane stylistyki mocno rozchwiały utarte stereotypy…

Owszem – nie brakowało szczodrych, wymuskanych i mocarnych win z Alentejo, lecz z drugiej strony zdarzały się wina o surowym obliczu, dostojne i chłodne. Z innej beczki – Douro. Raczej nikogo nie zadziwią wina czerwone, nieco chropowate, przyjemnie orzeźwiające i naładowane bogatym owocem, ale kto się spodziewa win pluszowych, mięciuchnych niczym podusia, w smaku mieszających ze sobą likwor, mleczną kawę i konfiturę? A takie też znalazłem. Mało? To dorzucam  białe wino, w 100% Malvasia Fina, o czym niedawno nikt nawet by nie pomyślał, pomimo popularności odmiany nie tylko w tym regionie…

Jakby wrażeń wciąż nie wystarczało, na stole pojawiły się dwa białe Vinho Verde. I tu kolejne niespodzianki. Obydwa w całości stworzone z odmiany Loureiro, która zazwyczaj pragnie uzupełniającego ją towarzystwa innych dozwolonych szczepów. Obydwa bez ani jednego bąbelka, do których  jesteśmy wszak w tych winach od dekad przyzwyczajani. Obydwa z 12%, solidną jak na odmianę i region, porcją alkoholu. I obydwa – totalnie różne w smaku, mimo, że powstawały kilkanaście kilometrów od siebie. Jedno obfite, smakowite, pełne słodkich nut dojrzałych owoców, podpartych słuszną porcją orzeźwienia i minimalną słodyczą. Drugie czyste niczym kryształ, gibkie, dynamiczne, mineralne. I bądź tu mądry…

To jeszcze nie był koniec wrażeń, a pozostałych butelek w głowie wciąż mi tańczy niezmącona żadną kompanią Touriga Nacional z…Dao! Cóż to za wino! Tak przepięknie łączące w sobie tyle prawd. O odmianie, o charakterystyce win regionu, a przy tym tak zmysłowe, nienachalne, acz o niezwykle silnej osobowości. Ach….

Cóż z tego wynika? Nie zamykajmy się w stereotypach, bo w dzisiejszych czasach, z każdą chwilą są co raz mniej aktualne.

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *