Prawda to?


Los znów się do mnie uśmiechnął, i właśnie skończyłem rozpakowywać walizki po kolejnej podróży do mojego ukochanego Piemontu. Tym bardziej to doceniam, że dzięki temu pobytowi, udało się zamknąć listę miesięcy, w których miałem szansę tam być. Teraz już nie … Czytaj dalej


Dostępność: Więcej niż 24 szt.
279,00 zł

Dostępność: Więcej niż 24 szt.

Los znów się do mnie uśmiechnął, i właśnie skończyłem rozpakowywać walizki po kolejnej podróży do mojego ukochanego Piemontu. Tym bardziej to doceniam, że dzięki temu pobytowi, udało się zamknąć listę miesięcy, w których miałem szansę tam być. Teraz już nie ma takiego, nad którym musiałbym się zastanawiać, jak wyglądają wtedy winnice Lange, Roero i Monferrato.

 

Te dni spędzone w towarzystwie jednego z najstarszych, i najbardziej rozpoznawalnych na świecie twórców Barolo, Barbaresco, i całej reszty piemonckiej plejady apelacji skupionych wokół Alby, musiały przynieść ze sobą coś nowego. I słusznie przeczuwałem. I nic w tym genialnego! Po prostu – jeżeli spędzasz tyle chwil z człowiekiem, który już w latach osiemdziesiątych XX wieku ozdabiał okładki najbardziej znanych magazynów winiarskich, czujesz pod skórą, że inaczej ta historia skończyć się nie może…

 

Wszystko działo się według najlepszego scenariusza. Do dyspozycji: piękna posiadłość z rezydencją zaopatrzoną w historyczne roczniki spod ręki gospodarza, ulokowana na szczycie jednego wzgórz w Barbaresco. Cały dzień w terenowym wozie, u boku enologa, spędzony na plądrowaniu kolejnych siedlisk leżących w La Morra, Novello, Serralunga, Griznzane Cavour, Barolo, Treiso i Alba. Lunche i kolacje w lokalach znanych nie z aplikacji, lecz rankingu tubylców. No i degustacje… Od bieli do czerwieni. Od wermutu, po Barolo Chinato. Od roczników bieżących Barolo i Barbaresco, po te, które dziś już zdają się być gotowe na spotkanie. I oczywiście rozmowy, pytania, i odpowiedzi.

 

Jednym z moich ulubionych jest to, czy podział na Barolo – króla i Barbaresco – królową, kiedykolwiek lub nadal jest aktualny. A odpowiedź na nie wiele mówi o filozofii winiarskiej mówiącego. I absolutnie nie chodzi o ich gradację, lecz zrozumienie idei rozmówcy. Jak łatwo się domyślić, tym razem zbliżyliśmy się do tradycji, czyli potwierdzenia faktu istnienia sensowności tej teorii. I wszystko pięknie się zgadzało, bo te same słowa bez trudu można było wyczytać w winach podpisanych nazwiskiem mojego gospodarza. I bardzo mnie to cieszy. Tradycja musi istnieć, żeby mogła istnieć nowoczesność, która też ma swoje piękne historie uwięzione w butelkach.

 

Autor: Tomasz Kolecki

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *