Strona główna » Blog eksperta » „Ruszyła maszyna…”

„Ruszyła maszyna…”


„…po szynach, ospale”, pisał kiedyś Julian Tuwim. Słowa te z powodzeniem wykorzystujemy w różnych momentach naszego życia. Wydaje się, że dla losu wina w polskiej gastronomii też nadszedł taki czas, w którym nareszcie pasują jak ulał. Niemal jak grzyby po deszczu powstają mniejsze i większe, bardzie i mniej rozległe tematyką asortymentu, winiarnie czy wine bary. Nie wypada tu nie wspomnieć o nowym miejscu, które ruszyło w tym miesiącu pod dowództwem „Józka”, czyli Josepha Seeletso. Nowy przybytek... Czytaj dalej

„…po szynach, ospale”, pisał kiedyś Julian Tuwim. Słowa te z powodzeniem wykorzystujemy w różnych momentach naszego życia. Wydaje się, że dla losu wina w polskiej gastronomii też nadszedł taki czas, w którym nareszcie pasują jak ulał.
Niemal jak grzyby po deszczu powstają mniejsze i większe, bardzie i mniej rozległe tematyką asortymentu, winiarnie czy wine-bary. Nie wypada tu nie wspomnieć o nowym miejscu, które ruszyło w tym miesiącu pod dowództwem „Józka”, czyli Josepha Seeletso. Nowy przybytek otworzył swe podwoje przy ulicy Duchnickiej w Warszawie, a „lubieżnicy” wina i „Józkowej” kuchni coraz liczniej stawiają się, by spenetrować półki z winem i oczywiście posmakować znanych i nowych pomysłów naszej gwiazdy.
Pamiętam, jak kilka lat wstecz stworzyłem, na potrzeby jednej z warszawskich restauracji , kartę win z ponad trzystoma tytułami, w miażdżącej przewadze reprezentującymi winnice kraju na Półwyspie Apenińskim. W tamtych czasach, to był prawdziwy eksperyment, a karty podobnych rozmiarów można było niemalże policzyć na palcach jednej ręki. Dziś takich kart jest co raz więcej, i już się nie mogę doczekać sytuacji, gdy jedna z restauracji zbuduje piwnicę win na miarę przedwojennej kolekcji Fukiera lub najsłynniejszych przybytków Paryża,  czy Londynu. Tak, tak… Takie czasy nadejdą. Maszyna toczy się co raz szybciej, napędzana ambicjami restauratorów i wymaganiami gości.
Właśnie ukończyłem budowę kolejnej karty, tym razem dla mojej „AleGlorii”, w której staram się zapewnić dobre wrażenia jej gościom, sam przy okazji bezustannie szlifując umiejętności praktycznej część mojej profesji, niezwykle ważnej w czasie zawodów każdej rangi. Muszę się pochwalić – jestem z niej bardzo dumny. Podróże, wizyty w najlepszych restauracjach świata, lata obserwacji preferencji gości polskich restauracji i hoteli, współpraca z szeroką grupą importerów win, zrobiły swoje i dały nader ciekawy efekt, który jest świetną bazą do dalszej rozbudowy, symetrycznej do wciąż powiększającej się oferty na polskim rynku. Grubo ponad dwieście etykiet, z których wiele można śmiało nazwać poszukiwanymi, tudzież wyjątkowo cenionymi przez miłośników wina.
Nie zabrakło w niej naturalnie win producentów, których znajdziecie na „półkach” Winezji. Drouhin, Jolivet, Hugel, Antinori, Gaja, Masi, Vega Sicilia, Pares Balta, von Kesselstatt i Egon Muller, Brundlmayer, Kim Crawford, Wolf Blass, Santa Carolina i Casa Lapostolle także wniosły swój wkład w jej konstrukcję, razem z kilkudziesięcioma innymi twórcami najlepszych win. Kilkudziesięcioma. Ha!

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *