Strona główna » Blog eksperta » Słońce vs chłód

Słońce vs chłód


Tegoroczna majówka, niezależnie od lokalizacji w GPS-ie, dość skąpo rozpieszczała nas termicznie. Ciągle gdzieś chmury, coś tam pokropiło, gdzieś tam powiało, a przy pierwszych oznakach powietrza czarnego od braku słońca, bez ogniska ciężko było wczuć się w weekendowy klimat. Szczególnie … Czytaj dalej

Tegoroczna majówka, niezależnie od lokalizacji w GPS-ie, dość skąpo rozpieszczała nas termicznie. Ciągle gdzieś chmury, coś tam pokropiło, gdzieś tam powiało, a przy pierwszych oznakach powietrza czarnego od braku słońca, bez ogniska ciężko było wczuć się w weekendowy klimat. Szczególnie spędzając czas na łonie natury, co też uczyniłem jak wielu naszych rodaków. Plany winiarskie spakowane w bagażniku uwzględniały wszelkie zawirowania baryczne, i chyba było to jedno z kluczowych posunięć przed rozpoczęciem podróży na podkarpackie wzgórza…

I za to posunięcie bezczelnie przyznaję sobie piątkę z plusem, o ile nie szóstkę, idąc dzisiejszą rzeczywistością nagradzania przez resort edukacji. Gdy nikomu nie chciało wychodzić się na zewnątrz, w oka mgnieniu znikały kalifornijskie Cabernety z Napa i beczkowe monstra Chardonnay z Russian River. A w towarzystwie słoneczka bezzwłocznie otwierały się libańskie biele Chateau Kefraya, gardeńskie Gropello i lokalne cacuszka przywiezione od Wiktora Szpaka z Winnicy Jasiel.

Na koniec wypada wpisać jakiś morał. Dziś będzie taki, że choć każda pora roku ma swoich ulubieńców w winnym świecie, to jednak każdy dzień do drugiego jest niepodobny. I trzeba być „kutym na cztery łapy”…

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *