Strona główna » Blog eksperta » Smakowita deska ratunku

Smakowita deska ratunku


Na dworze grzeje jak…. Jest bardzo gorąco... Jako istota absolutnie zepsuta, ciepłolubna, nie dość, że nie narzekam na upały, to jeszcze wynajduję sposoby, by wykorzystać je jako usprawiedliwienie dla niecnych zachcianek. Orzeźwienie, pobudzenie, gaszenie pragnienia itd. Itp. A wszystko po to, by namówić ciepiące katusze smażenia towarzystwo do trunków, które chodzą mi po głowie, a którymi mogliby wzgardzić. Czemu? Niektórzy mówią że jestem dziwny… Inni – że niewybredny. Mi się natomiast najbardziej podoba określenie „otwarty na wszystkie smaki”. Uwielbiam wina słodkie, pochłaniam każdy stopień wytrawności, nie przeszkadza mi gdy wino wręcz zatyka swoim zapachem, lecz nie gniewam się, gdy trzeba poń sięgnąć głębiej. Muszę przyznać, że taka postawa daje wielki komfort… Czytaj dalej

Na dworze grzeje jak…. Jest bardzo gorąco… Jako istota absolutnie zepsuta, ciepłolubna, nie dość, że nie narzekam na upały, to jeszcze wynajduję sposoby, by wykorzystać je jako usprawiedliwienie dla niecnych zachcianek. Orzeźwienie, pobudzenie, gaszenie pragnienia itd. Itp. A wszystko po to, by namówić ciepiące katusze smażenia towarzystwo do trunków, które chodzą mi po głowie, a którymi mogliby wzgardzić. Czemu? Niektórzy mówią że jestem dziwny… Inni – że niewybredny. Mi się natomiast najbardziej podoba określenie „otwarty na wszystkie smaki”. Uwielbiam wina słodkie, pochłaniam każdy stopień wytrawności, nie przeszkadza mi gdy wino wręcz zatyka swoim zapachem, lecz nie gniewam się, gdy trzeba poń sięgnąć głębiej. Muszę przyznać, że taka postawa daje wielki komfort…

Czemuż to? Po prostu – w taki żar, naturalnie wręcz chodzą mi  po głowie Sancerre, białe lekkie „bordosy” i inne żwawe Sauvignon, nie chowam się też przed Verdejo, pachnącym wręcz jak ogród, w którym nie raz przyszło je popijać. Wewnętrznie wręcz żądam sporadycznej randki z Gentil’em i jego śmiałą, acz subtelną i aromatyczną posturą. Nie zapominam o lekkich Rieslingach i Viura.  Ba! Bezczelnie wręcz wykorzystuję je i szprycuję wodą gazowaną, gdy po lunchu wzywa pięć kółek i Cava lub Prosecco przyjdzie pozbawić bąbelków dopiero wieczorem.

Inna sprawa, że teraz, jak nigdy później w ciągu roku, idealnie gaszą pragnienie schłodzone burgundy obu maści. Zwiewne Chablis i soczyste Rully za dnia, a tęższe Montrachet i Nuits-Saint-Georges wieczorem. Zresztą wieczór to osobna, w sumie chyba jeszcze lepsza para kaloszy. Nigdzie się nie spieszymy, bliźnich wkoło często nie brak, a chłodniejsza bryza pozwala sięgnąć po solidniejsze kształty. Mozelskie Rieslingi, konkretne Gruner Veltliner znad Dunaju, a w odmiennym kolorze same wskakują w dłoń lekko oziębione Barbera, Sangiovese, Blaufrakisch i Zweigelt.

O różowych winach nawet nie wspominam, bo tak, jak bąbelki, teraz są czymś tak oczywistym, jak… sami sobie wybierzcie co.

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *