Strona główna » Blog eksperta » Teraz to jest klawe życie.

Teraz to jest klawe życie.


A nie jak kiedyś, gdy karpie na kilka dni rujnowały życie w higienie tysięcy różnych rozmiarów najmniejszych komórek polskiego społeczeństwa. Butelka „Bałtyckiej” czy „Istrii” okupiona była tygodniami knucia i nocą spędzoną w kolejce przed monopolowym, razem z głowami innych rodzin. A zimy były regularnie lepsiejsze aniżeli teraz. Minus dwadzieścia nie było powodem do zamykania szkół, nawet przy dwudziestym stopniu zasilania, o ile jeszcze pamiętacie, o czym tutaj mowa. A na Sylwestra szczęśliwcy... Czytaj dalej

A nie jak kiedyś, gdy karpie na kilka dni rujnowały życie w higienie tysięcy różnych rozmiarów najmniejszych komórek polskiego społeczeństwa. Butelka „Bałtyckiej” czy „Istrii” okupiona była tygodniami knucia i nocą spędzoną w kolejce przed monopolowym, razem z głowami innych rodzin. A zimy były regularnie lepsiejsze aniżeli teraz. Minus dwadzieścia nie było powodem do zamykania szkół, nawet przy dwudziestym stopniu zasilania, o ile jeszcze pamiętacie, o czym tutaj mowa. A na Sylwestra szczęśliwcy i „równiejsi” sączyli „Sowietskoje Szampańskoje”. Czy tam „Igristoje”, jak to teraz elegancko się zowie, od kiedy Francuzi „namówili” Rosjan do takowej zmiany w nazwie. Inny szczegół, że smak tamtego trunku wspomina się do dziś, a o dzisiejszym się nie wspomina…

A teraz? Teraz proszę was, istna jest rozpusta. I kłopot z niej płynący. Kłopot bogactwa. „Osiołkowi w żłobie dano…” samo ciśnie się na usta. Kto w tamtych czasach zachodził w głowę, czy do bigosu lepszy Riesling, czy Pinot Noir, albo czy rybka będzie pływać w Gruner Veltlinerze albo Chablis. A już szczytowym kłopotem dla, z pewnością, wielu jest czy do makowca ciocia woli Muscata, czy też może nie daj Boże, też się wyedukowała i trzeba sięgnąć po Gewurza Vendange Tardive. Pionierzy minionych czasów pewnie nie spoczywają w spokoju, widząc nasze obecne „troski”.  Największy ból egzystencji i rozterki o sensie istnienia przeżywamy, dam sobie bez wahania obciąć za to, dajmy na to – paznokcie, stojąc przed wyborem popularnego „musiaka”. Niby „Igristoje” nadal kusi z dolno-środkowej półki, ale jego gwiazda, nieważne jakiego byłaby koloru, dawno już przybladła, otoczona zastępami przybyszów z „drugiego obszaru płatniczego”. Tak, tak. Był taki. Pamiętacie jeszcze? Bony. Czencz many. I można było lecieć do „Pewex-u” czy „Baltony”. Obie firmy dawno już chyba znikły z horyzontu, a my, w sklepach, a nawet nie wychodząc z domu, po długich i bohaterskich bojach w pracy i centrach handlowych, możemy sobie podjąć ostatnią ważną decyzję. Prawdziwe francuskie Champagne? Cremant? Franciacorta? Cava? Asti? Prosecco? Wytrawne? Słodziutkie? Białe? Różowe? Łatwa decyzja. No nie? He he He… No dobrze. Podpowiem. Wedle gustu. W towarzystwie. Z bąbelkami. Mokre. Zimne! I po sprawie.

A rano życie pewnie klawe nie będzie…  Pamiętajcie o zabezpieczeniu „lekarstwa”. W Nowy Rok mamy wolne, a sklepy są raczej zamknięte.    

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *