Strona główna » Blog eksperta » Trening czyni mistrza

Trening czyni mistrza


Jest nas coraz więcej. Nas, czyli sommelierów. Samo stowarzyszenie jest już dwukrotnie bardziej liczne, niż jeszcze rok wcześniej. W końcu jakoś trzeba podołać popytowi rosnącej jak ciasto drożdżowe rzeszy winnych lubieśników. A to jeszcze nie koniec. Po kolei aktywizują się … Czytaj dalej


Dostępność: Mniej niż 24 szt.
45,99 zł

Dostępność: Więcej niż 24 szt.

Dostępność: Więcej niż 24 szt.

Jest nas coraz więcej. Nas, czyli sommelierów. Samo stowarzyszenie jest już dwukrotnie bardziej liczne, niż jeszcze rok wcześniej. W końcu jakoś trzeba podołać popytowi rosnącej jak ciasto drożdżowe rzeszy winnych lubieśników. A to jeszcze nie koniec. Po kolei aktywizują się kolejne flanki. Dwa tygodnie temu wróciłem z Zachodniopomorskiego, w piątek ruszam do stolicy Dolnego Śląska, a swój akces już zgłosiło Lubelskie. Nie ma co ukrywać, sprawa rozprzestrzenia się niczym zaraza. W dodatku najbardziej winna z wszystkich zaraz. Są wśród nas młodzi adepci, są stare wygi. Są głodni sukcesów, są też tacy, którzy mają ich na koncie wiele. Łączy nas dużo spraw, a kluczową wśród nich jest ciągłe rozwijanie i stabilizacja już nabytych wiedzy i umiejętności. I trudno ukryć, że jednym z absolutnych „must be”, jest ciągłe degustowanie. A nie ma lepszego, o czym było już nieraz, niż testowanie win „w ciemno”. Tworzymy zatem zespoły, które w miarę możliwości, spotykają się lotnych sesjach. Każdy przynosi szczelnie owiniętą flaszkę na zadany temat, i drążymy sprawę do samego końca, czyli…konkluzji.

Ostatnie posiedzenie oddaliśmy białym klasykom. Wraz z tuzami polskiej sommelierki – Adamem Pawłowskim, Markiem Przyborkiem i Pawłem Demianiukiem, duchowo wspierani z przez nieobecnych Andrzeja Strzelczyka i Kamila Wojtasiaka, zasiedliśmy do stolika w najlepszym aktualnie wine-barze w Warszawie. Znacie go? To powinniście. Nazywa się „Kieliszki na Próżnej”, dowodzi nim Paweł, oferując przy tym prawie 200 win na kieliszki. 200! Tańszych. Droższych. Wszystkie! Lepiej, jeszcze lepiej, doskonale, rozgryzaliśmy po kolei surowe w stylu Pouilly-Fume, tyrolski Weissburgunder i stalową wersję Mozeli. Z mojej flaszki także wypłynął Riesling. Wszyscy bez trudu opracowaliśmy kolejne szufladki systematyki. Ostatnią zagadką pozostało miejsce pochodzenia. A było nim australijskie Claire Valley, które szturmem wdarło się do światowej klasyki. I choć miejsce zostało przez Kolegów odkryte, wszyscy byliśmy przyjemnie zaskoczeni rozwojem tamtejszych winiarzy. I nie idzie rzecz jasna o ich umiejętności, lecz o bogactwo wrażeń i wcieleń, którymi już dziś potrafią żonglować.

Chcecie to sprawdzić? To sięgnijcie po Paullet’s Late Harbest Claire Riesling 2009. Sami zobaczycie, jak bardzo potrafi zaskoczyć klasycznością, to co nauczyliśmy się potocznie nazywać „Nowym Światem”.

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *