Wielkanoc


Ciesząc się niewymiernie z łaskawości losu, który zesłał  nam już drugie wspólne Święta Wielkiej Nocy, zastanawiam się nad obywatelskim projektem ustawy o przeniesieniu ich gdzieś w okolice końca kwietnia. Regularnie i niezmiennie! Jakie inne myśli mogą nachodzić, gdy zachęceni rumianym niczym świeżutki bochen obliczem początku wiosny, tak bezecnie zostaniemy skarceni pod względem termicznym w ten newralgiczny i szczególny czas? Jak tu myśleć o dyngusie? Którą pociechę wyślemy do ogrodu na... Czytaj dalej

Ciesząc się niewymiernie z łaskawości losu, który zesłał  nam już drugie wspólne Święta Wielkiej Nocy, zastanawiam się nad obywatelskim projektem ustawy o przeniesieniu ich gdzieś w okolice końca kwietnia. Regularnie i niezmiennie!

Jakie inne myśli mogą nachodzić, gdy zachęceni rumianym niczym świeżutki bochen obliczem początku wiosny, tak bezecnie zostaniemy skarceni pod względem termicznym w ten newralgiczny i szczególny czas? Jak tu myśleć o dyngusie? Którą pociechę wyślemy do ogrodu na poszukiwania czekoladowych skarbów skrytych w zieloniutkiej (?!), świeżej i soczystej trawie? Wszak w zapowiadaną aurę nawet szczeniaka szkoda wystawić choćby na werandę…

To jednak problemy natury zgoła towarzyskiej, tudzież przaśnej. Pojawia się jednak egzystencjonalne pytanie: jak żyć? No bo cóż mamy w takich okolicznościach spożywać? Ze strawą jedyny problem dotyczy ilości, bo menu wybrano za nas wieki wstecz… A co z napitkiem? W normalnych okolicznościach przyrody: wyjątkowych, cudnych i kwiecistych, namawiałbym Was na pobratanie się z austriacką armią Gruner Veltlinerów, zwiewnymi burgundami obojga kolorów, albo żwawym Sangiovese. Jednak pijanie ich w otoczeniu skąpych wartości w skalach panów Celsjusza , Kelvina i Fahrenheita zamiast nas otulić, mogłoby wprowadzić chłodną aurę do naszych organizmów. No chyba, że lubimy czuć się rześko, a znam takiego niejednego. Wtedy zapraszam do powyższych szerokim niczym Wielki Kanion gestem.

W tym roku przyjdzie jednak postawić na niemieckich osiłków w kolorze „blond”, przemawiających do wyobraźni i kubków smakowych cięższym i bardziej wymownym gestem. Do towarzystwa zapewniłbym im kordon ciemnowłosych dziewic z werońskiej Valpolicelli, tudzież iberyjskiej Rioja, bawiących publiczność bardziej wymownymi gestami i pełnymi, acz aksamitnymi kształtami. W końcu jakoś w ten mróz trzeba będzie ogrzać skostniałe organizmy…

Jedno się nie zmienia: baby, mazury i keksy jak zawsze witamy solidną porcją słodyczy w płynie. Tokajskie Aszu, Szamorodni i mocarne Muskaty znów wywiążą się z roli permanentnie… pysznie!

Alleluja!

 

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *