Strona główna » Blog eksperta » Witaj wielki świecie!

Witaj wielki świecie!


Tak chciałoby się rzec obserwując kolejne kroki rozwoju polskiego rynku wina. W obecnej chwili możemy się cieszyć reprezentantami najmniejszych nawet zakamarków winiarskiego atlasu, których oferują nam importerzy wina. Nie ma już chyba takiego kraju, ba!, regionu, których win, poświęcając temu chwilę lub dwie, nie moglibyśmy kupić lub nawet zamówić pod same drzwi. Sami też mocno eksplorujemy zakamarki Europy i w bagażnikach przywozimy znalezione tam łupy. Często też, co mogę zaświadczyć bez wahania,... Czytaj dalej

Tak chciałoby się rzec obserwując kolejne kroki rozwoju polskiego rynku wina. W obecnej chwili możemy się cieszyć reprezentantami najmniejszych nawet zakamarków winiarskiego atlasu, których oferują nam importerzy wina. Nie ma już chyba takiego kraju, ba!, regionu, których win, poświęcając temu chwilę lub dwie, nie moglibyśmy kupić lub nawet zamówić pod same drzwi. Sami też mocno eksplorujemy zakamarki Europy i w bagażnikach przywozimy znalezione tam łupy. Często też, co mogę zaświadczyć bez wahania, ruszamy li tylko po wiedzę i przygodę. Wine-barów, winiarni i restauracji stawiających na wino, także każdego dnia co raz więcej. Rośnie też rzesza „zakażonych” winnym bakcylem. Do pełni szczęścia brakuje niewiele, choć niektóre z tych braków są dość bolesne i powinny już dawno odejść w niebyt, lecz wymagają wysiłku wszystkich zainteresowanych stron , jak choćby ostatnia wypowiedź ministra Sikorskiego, którego rząd jako kolejny „pomaga” polskim winiarzom, a minister dał tej „pomocy” swoją twarz. Niektóre z owych braków są zbyt łatwe do uzupełnienia, a przede wszystkim zbyt atrakcyjne, by trwały choćby dzień dłużej. I kolejne z pełnych miejsc winnego rynku, dzięki co raz większej reprezentacji usług, stanowi bardzo ciekawą alternatywę dla osób roztropnych i z „winną żyłką”. Mowa oczywiście o inwestycjach w wino. W ciągu ostatnich dwóch lat oprócz funduszu IPOPEMA, stawiającego na klientów z zasobnych portfelem i przywykłych do inwestycji, pojawiło się kilka dość dynamicznych ofert. Ze wszystkich, które znam, najlepszą jest wineadvisors.pl. Dlaczego? Dlatego wszystkiego, co napisałem poniżej.
Grunt, by spośród ofert wybrać tą dla nas najlepszą. Jak to zrobić? Nic nowego – trzeba zapoznać się nie tylko z wynikami za poprzedni rok, choć tych czasem jeszcze ze względu na czas działania portfela jeszcze nie ma, lecz przede wszystkim rozpoznać osoby nimi zarządzające. Z własnego doświadczenia pamiętam rozmowę z jednym z zarządzających, który jako podstawę swoich decyzji deklarował oceny Roberta Parkera i oficjalne „niusy” z rynku. Hmm… Wygląda to nawet rozsądnie, tylko że Parker Parkerem, życie życiem, a oficjalne wiadomości to już całkiem wątpliwa kopalnia wiedzy. O takiej osobie trzeba uzyskać pewność, że jest nie tylko sprawnym myśliwym, że ma „nosa”, ale przede wszystkim, że jest w rynku głęboko osadzona, najlepiej od dłuższego czasu, dzięki czemu ma dostęp także do plotek, ploteczek i szeptanych rozmów. Kolejnym ważnym czynnikiem są źródła dostępu do win inwestycyjnych. Oczywiście praktycznie wszyscy są uczestnikami londyńskiego Liv-ex’u, lecz tylko niektórzy mają także bezpośredni dostęp do negocjantów, brokerów i wreszcie – producentów. To pozwala na znacznie skuteczniejsze reagowanie na bieżącą koniunkturę, która potrafi zmieniać się dość szybko. Nie jest już problemem próg uczestnictwa, który został obniżony do pułapu dostępnego dla szerokiej publiczności . W większości ofert wystarczy wysupłać około 10 tysięcy złotych i już możemy stać się uczestnikami zabawy, której najgorszym wynikiem jest możliwość wypicia świetnych win, które wcześniej zdecydowaliśmy się zakupić. Tak się zdarza, jednak niemal zawsze raczej w ramach kaprysu, niż potrzeby. Bo z winami, którymi obraca się w ramach inwestycji, wiąże się kolejna prawda: jest ich zawsze za mało! Chętnych na całym świecie, by spróbować Chateau Margaux, Chateau Latour, Lafite i Mouton-Rothschild, czy choćby z cudownego Chateau Palmer, jest zawsze więcej niż samych win. I między innymi ten fakt stanowi o tym że, z niewielkimi wyjątkami, naszym zmartwieniem gównie jest nie to, czy na inwestycji zarobimy, a raczej ile.   

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *