Strona główna » Blog eksperta » Żarty się skończyły.

Żarty się skończyły.


Jak to jest, że co roku pierwszy śnieg przychodzi niespodziewanie? Niemalże jak ulewa nad narodowym. Człowiek kładzie się grzecznie spać, licząc, że to chwilowa fanaberia aury, a tu… proszę bardzo – poranny galimatias gotowy. Śnieg nie dość, że nie stopniał, to jeszcze siarczysty mróz przykleił go skutecznie do samochodu. W środku jesieni! W październiku! I jak antylopy gnu, pędzą przez głowę niezebrane jeszcze trzeźwym spojrzeniem na świat, jak to zwykle bywa o tak wczesnej porze, rozedrgane myśli. Gdzie jest skrobaczka? Kto trzyma moje zimówki? Dlaczego nie mieszkam w Toskanii? No - dlaczego nie mieszkam w Toskanii?! Grzane szyby… Chwalmy Pana! Można jechać! Eee… Toczyć się w korku, po odśnieżonej kresce, wczoraj będącej jeszcze ulicą. Czytaj dalej

Jak to jest, że co roku pierwszy śnieg przychodzi niespodziewanie?
Niemalże jak ulewa nad narodowym. Człowiek kładzie się grzecznie spać,
licząc, że to chwilowa fanaberia aury, a tu… proszę bardzo – poranny
galimatias gotowy. Śnieg nie dość, że nie stopniał, to jeszcze
siarczysty mróz przykleił go skutecznie do samochodu. W środku jesieni! W
październiku! I jak antylopy gnu, pędzą przez głowę niezebrane jeszcze
trzeźwym spojrzeniem na świat, jak to zwykle bywa o tak wczesnej porze,
rozedrgane myśli. Gdzie jest skrobaczka? Kto trzyma moje zimówki?
Dlaczego nie mieszkam w Toskanii? No – dlaczego nie mieszkam w
Toskanii?! Grzane szyby… Chwalmy Pana! Można jechać! Eee… Toczyć się w
korku, po odśnieżonej kresce, wczoraj będącej jeszcze ulicą. 

Dzień dobiegł szczęśliwie końca… Zmierzam zatem dziarsko do mojej domowej skarbnicy mądrości, z której tęsknie spoglądają zastrzyki wiedzy. Flaszki. Flaszeczki. Buteleczki! Tylko – co dziś przeczytać? Jeszcze wczoraj lubieżnie oglądany Crozes-Hermitage Les Jalets, dziś przeraża swoją chłodną historią wewnątrz… No tak – zima za oknem. Chciał – nie chciał, sięgnąłem po najlepszego towarzysza młodych polarników – Brolo di Campofiorin od Masi. Mmm… Apassimento! Wytrawnie, lecz ciepło, oble, słodkawo, beztrosko. Da się żyć przy takiej lekturze.

I co dalej? Ciśnie się bezpardonowo, jak w kolejce po papier toaletowy trzy dekady wstecz, pytanie zasadnicze: jak żyć? Jak to: jak? Jak co roku. Znów zacznie się czas na głaskanie południowych szardonejów, gewurców, szirazów i innych opalonych słońcem osiłków. Jedno jest pewne – riesling znów nie zawiedzie. I za to go kocham, jak własnego brata, którego nigdy nie miałem. Za pomocną dłoń, niezależnie od sytuacji.

Na razie jednak, odtrąbili odwilż. Korzystajmy więc, bo nie wiadomo, jak długo tam na górze, będą łaskawi atmosferycznie. Dziś cię przeczytam, „żabojadzie” z Prowansji. Dziś nie uciekniesz przed gilotyną mojego przyjaciela Wine Master’a. Marny twój los. I twój także, koleżanko Crianza z Rioja. Jutro. Juuutro!

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *