Strona główna » Blog eksperta » Jak to się robi w Londynie

Jak to się robi w Londynie


Walizka rozpakowana, czyli wróciłem na dobre i ochłonąłem. Ostatnie dni spędziłem w stolicy kraju Lwów Albionu, penetrując krótką, jak na możliwości miasta, pierwszą listę miejsc kultowych dla serwisu i sprzedaży wina. A przy okazji – kilka restauracji z gwiazdkami Michelin … Czytaj dalej

Walizka rozpakowana, czyli wróciłem na dobre i ochłonąłem. Ostatnie dni spędziłem w stolicy kraju Lwów Albionu, penetrując krótką, jak na możliwości miasta, pierwszą listę miejsc kultowych dla serwisu i sprzedaży wina. A przy okazji – kilka restauracji z gwiazdkami Michelin obok wejścia lub do ich posiadania aspirującymi. Pomijając wrażenia gastronomiczne, na pierwszy plan wysuwają się różnice w tym, co proponują swoim gościom i klientom londyńscy sommelierzy i sprzedawcy. A jest to mikstura dość ciekawa…

Owszem, bez trudu znajdziecie to, co pije cały winiarski świat – antypodyjskie shirazy i sauvignon blanc, amerykańskie carmenere, malbeki i zinfandele, wszelkie wcielenia europejskich klasyków z Rioja, Bordeaux, Mozeli i Toskanii. Lecz i tu już zaczynają się różnice, a im dalej w las – tym pojawia się ich oczywiście więcej. Po pierwsze: nikogo nie razi, a nawet wręcz przeciwnie, metalowa zakrętka na większości win. Po drugie: klasyki są dostępne w najlepszych dla ich możliwości momentach. Nie tyle w rocznikach, a bardziej w ich wieku. Po trzecie: do klasyki zalicza się tu równolegle staromodne wina z Jerez, Madery, Porto, Napa i Sonoma, a nade wszystko – Loary, Rodanu i Burgundii. Zwłaszcza ta ostatnia, choć nie tylko, w odróżnieniu od naszej rzeczywistości jest zarówno chętnie i szeroko oferowana, jak i zamawiana. I nie podstawowe apelacje… W tych miejscach praktycznie nikt nie waha się zaproponować Chambertin, Cote-Rotie i im podobnych w karcie win na kieliszki. Po czwarte i nie ostatnie, jako że kolejnych punktów powinno być więcej – oferta win w pojemnościach większych, i o wiele większych niż standardowe trzy czwarte litra, jest po prostu imponująca!

A czy są podobieństwa? Wiele! Właściwie: większość. I bardzo dobrze. Grunt, żeby jak najszybciej były prawie same. Wszak Londyn jest dziś wyznacznikiem najlepszych trendów. A że w wielu miejscach znajdziecie polskich sommelierów i handlowców, niechybnie część z nich wracając do Polski, będzie skutecznie pomagać nam zacierać powyższe różnice co raz skuteczniej.

Autor: Tomasz Kolecki

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *