Strona główna » Blog eksperta » Męskie granie vol. 4

Męskie granie vol. 4


Okolice Warszawy zaczynają podobać mi się coraz bardziej. Do tego stopnia, że coraz mocniej zaczynam myśleć o opuszczeniu granic miasta. Powodów jest wiele. Bo wraz z Mają bardzo dobrze reagujemy na ciszę… Bo obydwoje mamy duszę piechurów… Bo córki rosną … Czytaj dalej


Dostępność: Więcej niż 24 szt.

Dostępność: Więcej niż 24 szt.

Dostępność: Więcej niż 24 szt.

Okolice Warszawy zaczynają podobać mi się coraz bardziej. Do tego stopnia, że coraz mocniej zaczynam myśleć o opuszczeniu granic miasta. Powodów jest wiele. Bo wraz z Mają bardzo dobrze reagujemy na ciszę… Bo obydwoje mamy duszę piechurów… Bo córki rosną i są co raz bardziej samodzielne.. Najstarsza równo za miesiąc będzie już pełnoletnia.. Od nie dawna dołączył kolejny powód, i to wcale nie byle jaki! Męskie granie!

Tak roboczo ochrzciliśmy podchwyconą nazwą popularnej imprezy nasze spotkania degustacyjne w iście męskim gronie, choć zdarzały już nam się perełki żeńskiej reprezentacji. Jesteśmy wszak ostatnimi przeciw takim wydarzeniom. Po kolei: Pruszków Milanówek i Izabelin stawały się arenami nowych przystanków naszej jakże „winnej” marszruty, a Burgundia i Bordeaux służyły nam za gwiazdy. Tym razem szukaliśmy tych z owianej legendą konstelacji „Bdx AD1996”. Tworzyły ją Chateau Pichon-Longueville Baron, Chateau Calon-Segur, Chateau Talbot, Chateau Duhart-Millon, Chateau Pedesclaux, Chateau Smith Haut-Lafite i Chateau Climens, prowadzone przez szampańskie bąbelki Jackowiak-Rondeau, Ruinart Blanc de Blancs i Moet 2006, ubezpieczane z tyłu przez grający na gościnnych występach Mas Amiel Privilege Maury, także z rocznika bordoskich przyjaciół. Niekwestionowanymi zwycięzcami degustacji zostali przybysze z Talbot i Pichon, a Calon-Segur idealnie uwijał się przy policzkach wołowych na selerowym puree, a Climens obok niebieskiej pleśni wyrwał nas z kaloszy, i to w czasie zasiadania na krzesłach.

Sami widzicie zatem, że tak naprawdę nie mam wyjścia. W końcu też chętnie rozegrałbym niejeden mecz na własnych stadionie, a żeby stereotypom stało się zadość – z piemonckimi zawodnikami na stole. I wcale nie mam na myśli „Starej Damy”. Włoski futbol to jedyne nieudane przedsięwzięcie włoskiej kultury…

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *