Strona główna » Co by tu poświętować? » Podcast o winie [Odcinek 4]: Co by tu poświętować? (WRZESIEŃ)

Podcast o winie [Odcinek 4]: Co by tu poświętować? (WRZESIEŃ)


„Co by tu poświętować” to seria wpisów, stworzona z myślą o osobach szukających zabawy podczas degustacji ulubionych trunków. Podcast o winie i nie tylko został stworzony przez Pana Krzysztofa Szubzdę i mamy nadzieję, że pomoże w wyborze winnych (i nie tylko) propozycji … Czytaj dalej

„Co by tu poświętować” to seria wpisów, stworzona z myślą o osobach szukających zabawy podczas degustacji ulubionych trunków. Podcast o winie i nie tylko został stworzony przez Pana Krzysztofa Szubzdę i mamy nadzieję, że pomoże w wyborze winnych (i nie tylko) propozycji na wrześniowe okazje. 

Pierwszą butelkę wrześniowej skrzynki otwieramy już 5-ego. Tego dnia o 21.00 czasu polskiego Brazylia podejmuje Argentynę w meczu eliminacyjnym do mistrzostw świata w Katarze, więc wyjmujemy wytrawnego argentyńskiego malbeca z winnicy Trapiche i dopingujemy: Brazylii albo Argentynie. Nieważne. Możecie nawet nie dopingować nikomu, ale i tak warto otworzyć to wino, bo jest wyraziście wytrawne, kryje w sobie niesamowite, soczyste akcenty śliwek i czereśni, a jeśli puścicie się w dalszą pogoń za smakowymi niuansami dotrzecie i do wiśni, i do trufli i do wanilii i kto wie, do czegoś jeszcze, bo wino to kryje naprawdę sporo smakowych tajemnic, gdyż pochodzi ze smakowitego, pełnego tajemnic regionu o dość rubasznej dla polskiego ucha nazwie… Mendoza. Mimo tej nazwy, musicie uwierzyć, że Mendoza to naprawdę fantastyczny, wciąż nieodkryty kawałek świata. W filmie Siedem lat w Tybecie, gdzie Brad Pitt zagrał rolę główną, w tytułową rolę Tybetu wcieliła się właśnie… Mendoza.

Malbec z Mendozy jak to malbec najlepiej smakuje ze stekiem, ale jeśli ktoś nie gustuje w smażonym wołu, niech sobie zgrilluje do malbeca naszą polską karkóweczkę lub boczek, a wegetarianie mogą sobie poucztować z malbeciem w towarzystwie grillowanych warzyw, jakiegoś charakternego sera lub gorzkiej czekolady.

Garść informacji dla tych, którzy nie gustują w futbolu, a chcieliby obejrzeć mecz w miarę świadomie: Argentyńczyków rozpoznacie po biało-niebieskich pasach, a Brazylijczyków – po kanarkowych koszulkach. Na czele „pasiaków” stoi Messi – niepozorny chłopak z bródką uznawany za najlepszego piłkarza wszechczasów, a „kanarkom” przewodzi Neymar – wydzierany łobuz z tlenioną grzywką. Obaj będą mieli na plecach dziesiątki i obaj od niedawna pracują w tym samym paryskim klubie – PSG.

Dwa tygodnie później, a dokładnie w sobotę 18 września przenosimy się do największych sąsiadów Argentyny czyli Chile. Największych, bo Argentynę i Chile łączy jedna z najdłuższych granic świata. Dłuższą mają chyba tylko Amerykanie i Kanadyjczycy, no i może jeszcze Rosjanie z Kazachami.

18 września Chilijczycy świętują swój 11 listopada, czyli Dzień Niepodległości. 108 lat przed nami wyzwolili się od Hiszpanów. Z tej rzadko wspominanej w Polsce okazji polecamy chardonnay z winnicy Ventisquero. Chardonnay zawsze warto spróbować, bo to absolutny klasyk wśród białych szczepów, a nieklasyczne w naszym chardonnay będzie to, że narodził się daleko od swojej ojczyzny, u stóp zaśnieżonych Andów, a dokładnie u stóp majestatycznej góry, spowitej płaszczem lodowca znanego na świecie jako lodowiec Polaków. Ta góra to oczywiście andyjski top topów Aconcagua. Choć spowita lodem leży dość blisko równika, więc w smaku naszego chardonnay nie zabraknie tropikalnych nut cytrusów a nawet wanilii. Jeśli nie boicie się kuchennych eksperymentów, może sobie do chilijskiego wina przygotować coś z tamtejszej kuchni, np. machas a la parmesana czyli małże pod parmezanową pierzynką, a jeśli ktoś woli bardziej swojskie owoce mórz i jezior, to polecam chardonnay z pieczonym, mazurskim pstrągiem.

Dzień później waleczny naród chilijski obchodzi dzień armii, a że w Winezji półka win z tego kraju jest bardzo, baaardzo bogata sięgamy po Świętą Karolinę, czyli carmenere spod Rancaguy, gdzie armia chilijska stoczyła zażartą bitwę z Hiszpanami w trakcie walki o niepodległość. Carmenere to dość rzadki szczep przynajmniej u nas w Europie. W połowie XIX przetrzebiła go plaga mączniaków, ale na szczęście świetnie przyjął się w Nowym Świecie, a w Chile to już szczególnie. Mówiąc szczerze miejscowi winiarze przez długi czas nawet nie wiedzieli, że uprawiają carmenere. Myśleli, że to po prostu merlot.

Tak czy owak wyhodowali coś niezwykłego i w smaku i zapachu, a nawet w kolorze. Święta Karolina uwodzi najpierw purpurową intensywnością, potem karmelowo-jagodowym aromatem, a następnie smakiem korzennych przypraw, dojrzałych owoców i dębowej beczki, w którym to wino spędza 9 długich miesięcy. A to dobry okres, żeby urodziło się coś niezwykłego. Jeśli się pomyśli, że to wino spędza w beczce 9 miesięcy przed wyjściem na świat, a cykl życia krzewu winnego to około 70-80 lat, to metafory same cisną się do głowy, a kosztowanie tego specjału zamienia się w poezję. No to teraz trochę prozy: Żeby carmenere smakowało jeszcze lepiej, przyda się coś tłustego z grilla wytarzanego wcześniej w tymianku lub rozmarynie. A jeśli chcecie cieszyć się tym winem bez mięsa, możecie sobie skomponować jakieś danie z bakłażanów, papryki, pieczarek, pomidorków lub słodkich ziemniaków, bo to najlepsi amigos carmenere.

Po chilijskiej dwudniówce, robimy sobie 4 dni przerwy i spotykamy się 23 września przy słoweńskim mariażu szczepów sauvignon blanc i pinot grigio. Długo szukałem dobrej wrześniowej okazji do sięgnięcia po słoweńskie wino, bo powiedzmy sobie szczerze, na hasło słynny Słoweniec lub Słowenka przychodzi nam do głowy jedynie Melania Trump, ale ona urodziła się w kwietniu, a panią Trumpową została w styczniu. Okazuje się jednak, że właśnie 23 września swoje urodziny świętuje Katarina Čas, słoweńska aktorka, która zagrała w Wilku z Wall Street dziewczynę do towarzystwa oblepioną dolarami. Poza tym pani Čas jest w Słowenii uznaną gwiazdą i poważną prezenterką telewizyjną więc myślę, że to idealny powód, by poświętować jej 44 urodziny przy ciekawym, niebanalanym winie stworzonym przez rodzinną winnicę państwa Puklavców. Państwo Puklawcowie obiecują, że w ich butelce odnajdziecie nutę czerwonego jabłka oraz marakui i że warto połączone siły sauvignona blanc, pinota grigio wspomóc jeszcze białym mięsem, rybą lub letnią sałatką. Będzie idealnie!

A skoro tak fajnie udała nam się pierwsza, wrześniowa dwudniówka, warto by zrobić… drugą. Tylko co można świętować 24 września, skoro nawet w kalendarzu świąt śmiesznych i nietypowych zionie pustka. Nie ma wyjścia, musimy się wybrać za granicę. I tak się przefortunnie składa, że właśnie 24 września południowi Afrykańczycy świętują Dzień Dziedzictwa i z tej okazji paradują i braajują. Braaj to tamtejszy odpowiednik grilla. Do południowo-afrykańskiego braaja najlepiej pasować będzie oczywiście jakieś wino z RPA. I tu do gry wchodzi Brandvlei Manor Coffee Pinotage. Pintoage to szczep naprawdę niezwykły – enologiczne dziecko z próbówki. Próbówką był w tym przypadku eksperymentalny sad przy Uniwersytecie w Stellenbosch, gdzie sto lat temu trafił świeżo upieczony – i to w Europie – doktor Abraham Izak Perold. Jego głównym zadaniem było opracowanie odmiany winorośli, która najlepiej odnalazłaby się warunkach południowo-afrykańskich. Młody doktor przywiózł z Europy prawie 200 sadzonek, więc z zapałem zaczął krzyżować winne szczepy w najdziksze hybrydy i sadzić w eksperymentalnym sadzie.

Ale jak to często w życiu bywa, o zdolnego doktora upomniał się biznes i doktor porzucił sadzonki dla korpo. Sad się zapuścił, winorośle zaczęły marnieć, władze uniwersytetu już miały to wszystko wykarczować i w tym momencie na winiarskiej scenie pojawił się niejaki profesor Theron, który zagląda do na wpół zdziczałego sadu i zauważa, że jedna odmiana przetrwała to zapuszczenie, letni żar, smagające znad oceanu wiatry, namnażające się chwasty, a nawet wirusy. Na blednącej etykiecie odczytał, że była to fuzja wyrafinowanego, kapryśnego burgundzkiego szczepu pinot noir oraz dziarskiej, niebywale odpornej odmiany, która w Afryce zwą hermitaż. Potomek Pinota noir i hermitażu? Jakby to nazwać erminot, pinotaż, albo herminoir. Theron przemielił w ustach te trzy nazwy i uznał, że najlepiej siedzi jednak w gębie „pinotaż”.

Potomek szlachetnego burgunda i dość plebejskiej odmiany z Langwedocji okazał się wybitnym dziełem winiarskiego designu, smakowym strzałem w dziesiątkę i w ogóle stał się enologicznym symbolem RPA. Nie ma więc chyba lepszego wina na świętowanie dnia dziedzictwa tego kraju niż Brandvlei Manor Coffee Pinotage.

A po długiej wyprawie przez śnieżne Andy i afrykańskie antypody czas wrócić na stary kontynent i spróbować czegoś zupełnie klasycznego. 29 września 474 lata temu w miasteczku Alcalá de Henares urodził się klasyk europejskiej literatury Miguel de Cervantes, który napisał książkę tak klasyczną, że jeśli ktoś w Hiszpanii mówi „el libro” to wiadomo, że chodzi właśnie o tę książkę czyli o Don Kichota. Z okazji urodzin wielkiego Cervantesa otwieramy wino Yeya – czyli drugiego w tym miesiącu chardonnaya, ale tym razem winnica Finca Bacara zmysłowość francuskiego szczepu wzbogaciła nam o słodycz moscatela. Finca Bacara słynie z takich eksperymentów oraz z dbałości o szczegóły. Winogrona zbierają tylko w nocy, żeby osiągnęły szczyt swojej dojrzałości, fermentacja odbywa się w niskiej temperaturze, żeby wydobyć z winogron jak najwięcej charakteru i zachować świeżość, nawet etykieta jest małym dziełem sztuki. Myślę, że szczególnie panie docenią wizualne, aromatyczne i smakowe walory tego wina. Tak więc już wiecie co podarować w ostatnią niedzielę września swoim Dulcynei, albo po prostu Michalinie, bo Michaliny mają tego dnia swoje imieniny. Podarunek będzie na pewno strzałem w dziesiątkę. Mogę się pod tym podpisać obiema rękami. Zwłaszcza, że 29 września urodziny świętuje wynalazca długopisu.

 

 

ZAREZERWUJ ZESTAW NA WINEZJA.PL

WB-—-kopia-2

Krzysztof Szubzda – aktor kabaretowy (kabaret Hrabi), ale to już raczej przeszłość. Teraz czuje się bardziej konferansjerem, felietonistą prasowym i radiowym (Radio 357), trochę też pisarzem (O życiu ze śmiertelnie poważnym humorem) i reżyserem filmowym (Czarna dama).

Wino to moja najnowsza pasja. Niestety moja wiedza enologiczna jest zbyt uboga, by się nią dzielić, ale czuję się w pełni kompetentny, by pogawędzić z Wami o dobrych okazjach do sięgnięcia po konkretne wino. Skoro food-pairing stał się ważnym elementem winiarskiego rytuału i wzbogacił przeżycia płynące z picia wina, to date-pairing może te doznania jeszcze tylko podnieść.

I dlatego powstał ten podcast!

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *