Strona główna » Blog eksperta » Rok do góry nogami.

Rok do góry nogami.


Zaczął się! Oficjalnie! Co takiego? „Rok Australii”. Prestiżowy projekt realizowany pod patronatem Ambasady Australii w Polsce. W ubiegły czwartek miałem przyjemność poprowadzenia ceremonii otwarcia i degustacji nowych win australijskich wchodzących do oferty Winezji.pl. Gościem honorowym wydarzenia była Pani Ambasador Australii – Ruth Pearce. Bardzo ważnym elementem programu, bez dwóch zdań jest wydanie po raz pierwszy w naszym kraju, „Encyklopedii Wina Australijskiego” Jamesa Halliday’a. Polecam... Czytaj dalej

Zaczął się! Oficjalnie! Co takiego? „Rok Australii”. Prestiżowy projekt realizowany pod patronatem Ambasady Australii w Polsce.
W ubiegły czwartek miałem przyjemność poprowadzenia ceremonii otwarcia i degustacji nowych win australijskich wchodzących do oferty Winezji.pl. Gościem honorowym wydarzenia była Pani Ambasador Australii – Ruth Pearce. Bardzo ważnym elementem programu, bez dwóch zdań jest wydanie po raz pierwszy w naszym kraju, „Encyklopedii Wina Australijskiego” Jamesa Halliday’a. Polecam uzupełnienie biblioteczki i wnikliwą lekturę. Z niej dowiemy się, że Australia ma wiele twarzy. Nie tylko tą wysmarowaną niemal czarnym Shirazem z Barossa, ale też i umytą Rieslingiem „buźkę” diabła tasmańskiego…  
Licznie zebrani goście mieli tez okazje spróbować siedmiu spośród wszystkich nowych win, które wkrótce zasila naszą piwnicę. Do kompletu specjalne menu skomponował gospodarz, czyli nie kto inny, jak nasz wspaniały szef kuchni Joseph Seeletso, który zaprosił nas w progi swojego Joseph’s Wine&Food. Ozdobą „Józkowego” menu (nie mogłoby być inaczej) był stek z… kangura! Danie bardzo ciekawe i, trzeba dodać, przepyszne.
Degustację rozpoczął Quarisa Sauvinon Blanc. Lekkie, aromatyczne, orzeźwiające i, co najważniejsze, nieprzeładowane alkoholem. Kolejnym białym rarytasem (dosłownie) był Josef Chromy Riesling SGR Delikat z Tasmanii. Ta niewielka wyspa u południowych wybrzeży kontynentu, chłodzona przez prądy płynące z Antarktydy, doskonale wentylowana wiatrami, potrafi wyczarować wina na wskroś europejskie. SGR w nazwie tej flaszy oznacza 60 gramów cukru resztkowego i od mozelskich praojców daleko nie upadła. No, może tak charakterystycznej dla antypodyjskich Rieslingów naftowości, jest w niej co-nieco. Tasmania też przysłała do nas to z czego słynie naj-naj – Pinot Noir z winnicy Pepik. Dzięki klimatowi ten kapryśny szczep udaje się tam dobrze prawie jak w jego ojczyźnie. 12 i pół procenta alkoholu, dużo krągłości, trochę beczki, lekka pikantność i szczodry owoc. Amen…  Następnie skrzypce przejęła Victoria, region rzadko spotykany na półkach w naszym kraju. Wystawiła dla porównania swoją wersję burgundzkiego królewicza – Red Claw Pinot Noir z Mornington Penninsula niedaleko Melbourne. Otoczony cichą zatoką półwysep, rodzący winorośl na prawie czarnej jak smoła ziemi,  zaprezentował inne oblicze odmiany.  Czternaście procent alkoholu, konfiturowość, gęstwina słodkich tanin – to propozycja dla amatorów typowego, mocarnego stylu „nowoświatowego” Pinot Noir. Wszystkich zaskoczył Quarisa Treasures Cabernet Sauvignon z legendarnej Coonawara w Południowej Australii. Spodziewając się tak typowego mocą dla Cab z tego regionu niuansu eukaliptusa, otrzymaliśmy świetnie zrównoważone, niemal kojące rany wino. Antydepresant? Przyszła kolej na „wilki trzy” – czyli Shiraz w różnych wcieleniach. Na początek Heathcote Estate Shiraz z Victorii. Zderzenie gorącego klimatu, starzenia w dębinie amerykańskiej i francuskiej i ekspresji odmiany dało wino pełne mocy, balsamiczne i to ono zderzyło się z kangurem, który tak je „wyboksował”, że nie mogło już ukryć swojej, głęboko schowanej na początku, subtelnej duszy.  Wolf Blass Yellow Label Shiraz, o rok starszy i nieco mniej karmiony temperaturą przez klimat Południowej Australii, okazał się być młodzieńcem o wiele dojrzalszym i bardziej obytym w towarzystwie. Ciągle macho, lecz z elegancko przystrzyżonym wąsem.  Na koniec – Shot In The Dark Shiraz-Petite Syrah. Błagam! Nie dajcie sobie wmówić, że te dwie odmiany są dziećmi tego samego ojca! To dwie różne sprawy. Petite Syrah jest o niebo bardziej gorącym „kochankiem” naszych zmysłów… I to właśnie on spowodował, że do napitku podano mus czekoladowy. Jedno z najbardziej oczywistych i udanych nietypowych połączeń wina i jedzenia. „Podpalony” Shiraz i czekolada. Mniam!


Win w programie znajdziecie więcej. Sangiovese i inne nietypowe odmiany także. Nie zmarnujcie więc okazji, bo rok trwa tylko rok…

 Zobacz wina z Australii

 


Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *