Strona główna » Blog eksperta » Szanuj bliźniego swego i siebie samego

Szanuj bliźniego swego i siebie samego


Maj i czerwiec to doprawdy dwa szalone miesiące. Trzy serie prezentacji o różnorakiej tematyce krążącej wokół wina, a do tego kilkanaście degustacji i szkoleń. W sumie przejechanych ponad dziesięć tysięcy kilometrów przez całą Polskę, ponad tysiąc osób  i ponad dwieście użytych win. Serce rośnie widząc, jak zainteresowanie winem i postęp jego kultury w naszym kraju rośnie z każdym dniem. Każda róża ma jednak choćby jeden kolec. Nie inaczej jest i tym razem… Jedno z najczęściej zadawanych pytań... Czytaj dalej

Maj i czerwiec to doprawdy dwa szalone miesiące. Trzy serie prezentacji o różnorakiej tematyce krążącej wokół wina, a do tego kilkanaście degustacji i szkoleń. W sumie przejechanych ponad dziesięć tysięcy kilometrów przez całą Polskę, ponad tysiąc osób  i ponad dwieście użytych win. Serce rośnie widząc, jak zainteresowanie winem i postęp jego kultury w naszym kraju rośnie z każdym dniem. Każda róża ma jednak choćby jeden kolec. Nie inaczej jest i tym razem…
Jedno z najczęściej zadawanych pytań dotyczyło powielanych przez „miłośników” wina stereotypów, iż „dobre wino jest tanie, bo jest tanie i dobre”, tudzież „żadne wino nie powinno kosztować powyżej trzydziestu złotych”. Ręce opadają… Idąc tym torem, żaden samochód nie powinien kosztować powyżej tysięcy trzydziestu, a każda koszula na świecie nie powinna swą ceną wykraczać poza tą, którą można uzyskać produkując ją w Chinach najtańszym sumptem…
Obserwując pełen przekrój osób spożywających wino, niezależnie od statusu, wykształcenia czy też płci, nie da się nie zauważyć, że takie teorie są powielane przede wszystkim przez tych, którzy albo po prostu nie lubią wina, lecz nie chcą pozostawać w tyle za swoim otoczeniem, albo po prostu jest im wszystko jedno co piją, co jedzą, gdzie pojadą, byle było tanie.
Oczywiście, nie powiem, ze za trzydzieści i mniej złotych nie da znaleźć się perełek, lecz dla tego właśnie są perełkami. W większości przypadków cieszymy się tym, że są po prostu smaczne, a nie tym, jak dobrze są skonstruowane. Nie twierdzę też, że wśród tych, którzy za swoje trunki żądają dużych kwot, nie ma naciągaczy, jednak tych rynek szybko weryfikuje.
Wystarczy zaś podejść do sprawy ze zdrowym rozsądkiem. Każdy z nas chce zarabiać adekwatnie do swoich kwalifikacji i wypracowanego autorytetu. Nie inaczej jest z winiarzami. Dodajmy do tego, że średnie zarobki w Unii Europejskiej, USA czy Australii, są odpowiednio wyższe od tych, które zarabiamy średnio my, więc i koszt pracy przy produkcji wina także. Kolejnym składnikiem ceny są wszelkie opłaty za otrzymane znaki jakości wina, ogólnie nazwijmy je apelacjami. Warto także pamiętać, że cena surowca w samej Francji potrafi być mocno rozbieżna. Za kilogram winogron w Szampanii płaci się tyle, za ile w Langwedocjo możemy mieć kilo dziesięć, czyli około ośmiu euro. I tak sam surowiec kosztuje średnio ponad „trzy dychy”, a gdzie reszta? I tak można by jeszcze przytaczać kolejne przykłady składowych ceny dobrej jakości wina.
Szczytowym posunięciem świadczącym o nie lubieniu samego siebie, jest różnie przejawiająca się chęć autodestrukcji, tudzież masochizm. A jak inaczej nazwać pijanie win, których kulminacyjnym wyznacznikiem jakości jest fakt, jak mało w smaku przypominają zwietrzały kompot pomieszany razem z „przepysznym”, przypominającym rozmoczony karton, smakiem marnego spoiwa użytego do połączenia już nie miału, lecz pyłu z korka. I tak pijemy takie „cudo” za złotych naście czy dzieścia, delektując się umiejętnością wmawiania, daj Boże tylko sobie samym, udanego wyboru pijalnego płynu, który nie raz winem przestał być we wstępnej fazie obróbki. A ileż to razy widziałem takie „rarytasy” kupowane na kolację u znajomych, którzy ugościli nas godnie, mimo okazanego im lekceważenia. Ba! Nawet na randkę takie „cymesy” też są kupowane! Świetny pomysł… Nie dalej jak kilka dni temu, zadzwonił do mnie znajomy bankier, uradowany otrzymaną skrzynką wina. Przez telefon słyszałem jak mu rzednie mina, gdy dowiedział się, co otrzymał od „dobrego” znajomego. A wystarczyło za tą samą kwotę kupić butelkę czegoś dobrego. Wystarczyłoby w zupełności. Nie inaczej jest w restauracjach, a nawet w domach. Zamawiamy lub kupujemy super produkty. Importowane z drugiego obszaru płatniczego. O pięknych nazwach. Cudownie smakujące. I do kompletu zamawiamy najprostsze (najtańsze) wino. A może lepiej zamówić prostą pizzę? Pieniążki zostaną w kieszeni, a jedno z drugim będzie smakować wyśmienicie…
I nie, nie pomieszało mi się w głowie. Także piję wina proste, kiedy jest ku temu pora. Piję wina lepsze, kiedy jest ku temu powód. Mówię tu o tym, że w myśl teorii, o których pisałem na początku, są ludzie, którzy wmawiają nam, że nie mamy powodów, by siebie samych i nam najdroższych wynagrodzić za wspólny czas, za wspólne emocje, za to, że nas kochają. I zaraz podniesie się larum, że wina po złotych dziesiąt nie są na studencką kieszeń. Aha… Tylko się cieszyć z tego, jak wielu wciąż się kształci.  Inni powiedzą, że nie stać ich na co dzień pić takie wina. Hmm… To lepiej codziennie się karać, czy raz na dwa-trzy dni sprawić sobie nagrodę? Lub codziennie, ale mniejszą ilościowo? Szanujmy swoje życie. Drugiego może nie być.

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *